Do domu wszedł Niall. Wszyscy rzucili na niego dziwne spojrzenie.
-Co?- zapytał Niall.
- Nic. Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam.
- Bo.... Ymmm...musiałem zaczepić i jedno miejsce.- plątał się Niall.
To było podejrzane, ale ufam mu...chyba...
Niall nawet nie podszedł do mnie żeby mnie przeprosić, że nie przywiózł mnie tu. Nawet nie zapytał czy nic mi nie jest. Poszedł prosto do łazienki. Louis zaproponował żebym spała dziś u niego i El, ale ja nie chciałam. Wszyscy już się rozeszli. Ja poszłam do sypialni, którą dzielę z Niallem. Założyłam piżamę i usiadłam na brzegu łóżka- tyłem do drzwi. Usłyszałam Jak Niall wchodzi do pokoju. Chłopak wszedł na łóżko i objął mnie w tali. Ja wstałam i ustałam na przeciwko niego.
- Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam patrząc podejrzliwie.
- No mówiłem, że musiałem coś załatwić.- odpowiedział.
- Coś czyli co?
- Czemu pytasz? Nie ufasz mi?
- Ufam, ale nie było cię w czasie gdy mogło się nam wszystkim coś stać.
- Co?
- Napadli nas. Uratowałam sytuacje i dzięki temu żyjemy.
- Aha.-odpowiedział spokojnie. Zadziwiło mnie to, bo przecież mogło mi się coś stać. A w najgorszym przypadku, mogłam poronić.
- Chyba mało cię to obchodzi.-powiedziałam i usiadłam tyłem do niego żeby nie widział jak łzy napływają mi do oczu.
- Obchodzi. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Tylko nie rozumiem czemu tak uganiasz się za Harrym.
- Bo jest ojcem mojego dziecka i chce żeby ono znało ojca. Harry będzie je kochał.
Niall zareagował bardzo spokojnie, powiedział tylko:
- Spokojnie, znajdziemy go.
Zaczął całować mnie po ramieniu powoli zmierzając ku szyi i szczęce. Później policzek i jego usta spoczęły na moich. Jego pocałunki były delikatne i czułe. Ja jednak cały czas myślałam o Harrym i tam, jak on całował. Jego pocałunki były inne niż Nialla, były agresywne i tak jakby cały czas pragnął mnie coraz więcej.
Niall złapał za moją koszulkę chciał ją zdjąć, ale ja go zatrzymałam. Spojrzał na mnie tak jakbym była jego matką i zabrała mu nagle obiad z przed nosa.
- Co jest?- zapytał Niall.
- Nic.-odpowiedziałam.
- To czemu nie dajesz mi się rozebrać?
- Bo nie mam ochoty.
- Aha.
- Co już się obraziłeś?
- Nie.
- Taa. Właśnie widzę.
- Tobie się wydaje, że wiesz lepiej ode mnie co czuję? Mylisz się. Nie wiesz co się teraz dzieje w mojej głowie.
- To może mi powiesz?
- Nie!
Jego odpowiedź mnie zadziwiła. Przewróciłam oczami i poszłam spać do innego pokoju. On nawet za mną nie poszedł....
(Znów krótki, sorcia..)
poniedziałek, 26 maja 2014
środa, 14 maja 2014
Rozdział XX
-Wiem, gdzie jest Harry i mam tydzień żeby kupić dwa bilety lotnicze i znaleźć jakiegoś typa. Ale mam pomysł jak wyciągnąć stamtąd Harrego. -powiedziałam. Ich miny były jednoznaczne. Wszyscy byli w ciężkim szoku i nie wierzyli w to co słyszą.
- A więc chcę żebyśmy go stamtąd wykradli. On ma mój telefon, ma dać nam znać kiedy będzie tam sam i wtedy wkradniemy się i go wyciągniemy. Jest tylko jedno ale- to miejsce jest monitorowane w środku i na zewnątrz przy drzwiach. Ciężko będzie się tam dostać. Pomożecie mi?
Od spojrzenia do spojrzenia wszyscy się szeroko uśmiechnęli i zgodzili się.
- Ale ty nie możesz za bardzo brać w tym udziału...- powiedział Louis.
- Czemu??- zapytałam marszcząc brew.
- Bo jesteś w ciąży. Coś może ci sie stać.-powiedziała El.
- On mają racje. -potwierdziła Perrie.
Przytaknęłam im tylko, bo wiedziałam, że i tak postawią na swoim.
Wtedy zauważyłam, że jeszcze nie ma Nialla. Louis mówił, że nie odbiera. Martwiłam się. Ktoś walił do drzwi. Zayn podszedł do nich i powoli otworzył. Kilku, trzech o ile się nie pomyliłam, facetów w jeansach, koszulach i czarnych okularach wpadli z bronią i zaczęli krzyczeć. Kazali się nam położyć. Każdy, oprócz mnie, był już na podłodze.
- Kładź się!!- krzyknął jeden z nich.
Chciałam już to zrobić, ale ich broń wydawała się dziwna. Pochyliłam się aby się przyjrzeć a on wtedy wycelował we mnie. Louis powiedział spokojnie żebym się położyła bo zrobią mi krzywde, ale ja tego nie zrobiłam. Przysuwając się bliżej byłam już pewna że to atrapa. Podeszłam do mężczyzny na tyle blisko, że widziałam jego krople potu na czole, to ze strachu. Nie wiedziałam do końca co robię, ale to była chwila kiedy złapałam go za broń i wykręciłam rękę. Znam karate więc to wcale nie było takie trudne. Jego koledzy tylko patrzyli. Zayn i Liam momentalnie wstali i obezwładnili pozostałą dwójkę. Louis zabrał dziewczyny do kuchni żeby na to nie patrzyli, chciał żebym też ja poszła, ale tego nie zrobiłam. El zadzwoniła po policje a ci zjawili się bardzo szybko bo byli w okolicy. Zabrali ich. My do tej pory nie wiemy po co tu byli, ale to nie ważne. Usiedliśmy na kanapie i zaczęły się kazania:
- Czemu się nie położyłaś? A co jeśli to nie były by atrapy?- zaczął Louis.
- Mogli cię zabić...- dodał Zayn.
- A co jeśli dałby rade się przed tb obronić?- dopowiedział Liam.
Dziwne było to, że dziewczyny się nie odzywały. Nagle Perrie powiedziała:
- Ok, Mey zrobiła źle, ale pomyślcie co by było gdy nie jej odwaga. Pewnie by nas okradli. Pełno uprawnienie kochani.
Perrie miała stuprocentową rację. Wszyscy nagle wybuchli śmiechem.
Do domu wszedł Niall. Wszyscy rzucili na niego dziwne spojrzenie.
- Co?- zapytał Niall.
- Nic. Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam.
- Bo.... Ymmm... musiałam zaczepić o jedno miejsce.- plątał się Niall.
To było podejrzane, ale ufam mu.... chyba...
(przepraszam, że znów tak krótko ale problemy rodzinne)
- A więc chcę żebyśmy go stamtąd wykradli. On ma mój telefon, ma dać nam znać kiedy będzie tam sam i wtedy wkradniemy się i go wyciągniemy. Jest tylko jedno ale- to miejsce jest monitorowane w środku i na zewnątrz przy drzwiach. Ciężko będzie się tam dostać. Pomożecie mi?
Od spojrzenia do spojrzenia wszyscy się szeroko uśmiechnęli i zgodzili się.
- Ale ty nie możesz za bardzo brać w tym udziału...- powiedział Louis.
- Czemu??- zapytałam marszcząc brew.
- Bo jesteś w ciąży. Coś może ci sie stać.-powiedziała El.
- On mają racje. -potwierdziła Perrie.
Przytaknęłam im tylko, bo wiedziałam, że i tak postawią na swoim.
Wtedy zauważyłam, że jeszcze nie ma Nialla. Louis mówił, że nie odbiera. Martwiłam się. Ktoś walił do drzwi. Zayn podszedł do nich i powoli otworzył. Kilku, trzech o ile się nie pomyliłam, facetów w jeansach, koszulach i czarnych okularach wpadli z bronią i zaczęli krzyczeć. Kazali się nam położyć. Każdy, oprócz mnie, był już na podłodze.
- Kładź się!!- krzyknął jeden z nich.
Chciałam już to zrobić, ale ich broń wydawała się dziwna. Pochyliłam się aby się przyjrzeć a on wtedy wycelował we mnie. Louis powiedział spokojnie żebym się położyła bo zrobią mi krzywde, ale ja tego nie zrobiłam. Przysuwając się bliżej byłam już pewna że to atrapa. Podeszłam do mężczyzny na tyle blisko, że widziałam jego krople potu na czole, to ze strachu. Nie wiedziałam do końca co robię, ale to była chwila kiedy złapałam go za broń i wykręciłam rękę. Znam karate więc to wcale nie było takie trudne. Jego koledzy tylko patrzyli. Zayn i Liam momentalnie wstali i obezwładnili pozostałą dwójkę. Louis zabrał dziewczyny do kuchni żeby na to nie patrzyli, chciał żebym też ja poszła, ale tego nie zrobiłam. El zadzwoniła po policje a ci zjawili się bardzo szybko bo byli w okolicy. Zabrali ich. My do tej pory nie wiemy po co tu byli, ale to nie ważne. Usiedliśmy na kanapie i zaczęły się kazania:
- Czemu się nie położyłaś? A co jeśli to nie były by atrapy?- zaczął Louis.
- Mogli cię zabić...- dodał Zayn.
- A co jeśli dałby rade się przed tb obronić?- dopowiedział Liam.
Dziwne było to, że dziewczyny się nie odzywały. Nagle Perrie powiedziała:
- Ok, Mey zrobiła źle, ale pomyślcie co by było gdy nie jej odwaga. Pewnie by nas okradli. Pełno uprawnienie kochani.
Perrie miała stuprocentową rację. Wszyscy nagle wybuchli śmiechem.
Do domu wszedł Niall. Wszyscy rzucili na niego dziwne spojrzenie.
- Co?- zapytał Niall.
- Nic. Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam.
- Bo.... Ymmm... musiałam zaczepić o jedno miejsce.- plątał się Niall.
To było podejrzane, ale ufam mu.... chyba...
(przepraszam, że znów tak krótko ale problemy rodzinne)
czwartek, 1 maja 2014
Rozdział XIX
W mgnieniu oka zniknął mi z pola widzenia. Zmierzałam w kierunku drzwi. Zapukałam i ktoś momentalnie wciągnął mnie do środka. W pomieszczeniu było ciemno, nic nie wiedziałam. Nagle ktoś się do mnie odezwał grubym i niskim głosem:
- Posłuchałaś się. Naprawdę musisz kochać tego chłopaka.
Byłam przerażona. Czułam jego oddech na karku. Był tak blisko mnie a ja byłam sparaliżowana jego obecnością.
- Gdzie jest Harry?- zapytałam łapiąc oddech.
- Twój kochaś jest cały, spokojnie. Ale po co ci on? Ty masz tego blondaska.- powiedział mężczyzna oddalając się ode mnie.
- Ale Harry jest ojcem mojego dziecka.- powiedziałam nie myśląc.
- Aha, więc Harry będzie tatusiem, tak? Ojciec nie powinien być tak nie odpowiedzialny jak on, nie nadaje się na ojca.
Zdenerwowałam się i zaczęłam krzyczeć:
- Harry będzie idealnym ojcem. Nie ważne jaką ma opinię i co o nim myślisz. On będzie kochał to dziecko. Obiecał mi. Kocham go i nic tego nie zmieni.
Wtedy mężczyzna wyszedł z pomieszczenia. Chwilę tak stałam gdy nagle zapaliło się światło. Zobaczyłam, że na krześle pod ścianą siedział związany Harry, był przytomny. Podeszłam do niego. Był w opłakanym stanie, cały posiniaczony i okrwawiony.Zdziwiło mnie to, że nie miał zaklejonych ust, ale gdy było ciemno nic nie mówił. Harry spojrzał na mnie i zapytał:
- Co ty tu robisz?
- Jakiś koleś dzwonił do mnie i mówił, że jeśli się tu nie stawię to cie zabije.- powiedziałam i pierwsza łza słynęła mi po policzku.
Na ustach Harrego pojawił się maleńki uśmiech.
- Słyszałem co mówiłaś. To prawda?- zapytał.
- Tak, każde słowo było prawdziwe.- odpowiedziałam.
- Ja ciebie też.- powiedział Harry.
Uśmiechnęłam się i chciałam zacząć go rozwiązywać gdy usłyszałam głos dobiegający z głośników powieszonych na ścianie:
- Nie próbuj go rozwiązywać. Nikt nie powiedział, że on stąd idzie.
Spojrzałam na Harrego i zapytałam:
- Co mu takiego zrobiłeś?
- To długa historia, powiem ci tylko, że żałuję tego co robiłem i więcej tego nie zrobię. Przysięgam!- powiadomił mnie Harry.
Bałam się tego, co on zrobił. Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna w kominiarce. Myło mu widać tylko oczy.
- Zaraz będziesz mogła pożegnać się ze swoim facecikiem, chyba, że wolałabyś żeby żył.- powiedział mężczyzna.
- Chcę! Co mam zrobić?- zapytałam z płaczem.
- Nie zgadzaj się na nic!- krzyknął Harry.
Mężczyzna podszedł do Harrego, uderzył go w głowę i zakleił usta taśmą.
- Jeśli chcesz żeby Harry żył musisz załatwić mi dwa bilety lotnicze do Hiszpanii i kontakt z nijakim Tiago Salvatore. Rozumiesz? Masz na to tydzień od jutra.- powiedział.- Pożegnaj się z Harrym i widzimy się za tydzień bo jak nie to nie zobaczysz już go.
Podeszłam do Harrego i delikatnie włożyłam mu do kieszeni mój wyciszony telefon żeby mieć z Harrym kontakt. Później powiedziałam mu cicho do ucha:
- Wyrwę cię stąd a wtedy wyjedziemy do LA. Daj znać jak będziesz tu sam.
Pocałowałam go w policzek i z łzami w oczach wyszłam na zewnątrz. Stałam chwilę na posesji i myślałam. Nie przewidziałam tego, że nie będę miała kontaktu z Niallem i będę musiała iść na piechotę do miejsca, w którym czekał.
Długo szłam, ale nie wiedziałam, w której dokładnie kawiarni jest Niall. Szłam po jakimś odludziu gdy zobaczyłam jadący samochód. Zatrzymał się przy mnie. Miałam szczęście, bo to był Louis.
- Czemu idziesz sama? Co ty tu w ogóle robisz? Wsiadaj szybko.- powiedział Louis
Nie wiedziałam co powiedzieć więc wymyśliłam, że zgubiłam telefon i nie mogłam zadzwonić do Nialla żeby po mnie przyjechał. Lou zadzwonił do niego i powiedział, że zawiezie mnie do domu. Poprosiłam, żeby zadzwonił do reszty chłopaków i dziewczyn oraz powiedział im żeby przyszli do domu Nialla bo muszę z nimi wszystkimi porozmawiać.
Nie mogłam dłużej ukrywać tego, co się dzieje z Harrym. Sama też nie dałabym rady ziścić mojego planu, który wymyśliłam. Potrzebowałam pomocy.
~~~~ PÓŹNIEJ ~~~~~~
Prawie wszyscy już byli, brakowało tylko Nialla. Nie chciałam na niego czekać i zaczęłam mówić:
- Wiem, gdzie jest Harry i mam tydzień żeby kupić dwa bilety lotnicze i znaleźć jakiegoś typa. Ale mam pomysł jak wyciągnąć stamtąd Harrego.- powiedziałam.
Ich miny były jednoznaczne. Wszyscy byli w ciężkim szoku i nie wierzyli w to co słyszą.
- A więc, chcę żebyśmy... ;)
( Dziękuje za 10 komów. Tak dużo was czyta mojego bloga a tak mało obserwatorów mam. Co jest? ;c )
- Posłuchałaś się. Naprawdę musisz kochać tego chłopaka.
Byłam przerażona. Czułam jego oddech na karku. Był tak blisko mnie a ja byłam sparaliżowana jego obecnością.
- Gdzie jest Harry?- zapytałam łapiąc oddech.
- Twój kochaś jest cały, spokojnie. Ale po co ci on? Ty masz tego blondaska.- powiedział mężczyzna oddalając się ode mnie.
- Ale Harry jest ojcem mojego dziecka.- powiedziałam nie myśląc.
- Aha, więc Harry będzie tatusiem, tak? Ojciec nie powinien być tak nie odpowiedzialny jak on, nie nadaje się na ojca.
Zdenerwowałam się i zaczęłam krzyczeć:
- Harry będzie idealnym ojcem. Nie ważne jaką ma opinię i co o nim myślisz. On będzie kochał to dziecko. Obiecał mi. Kocham go i nic tego nie zmieni.
Wtedy mężczyzna wyszedł z pomieszczenia. Chwilę tak stałam gdy nagle zapaliło się światło. Zobaczyłam, że na krześle pod ścianą siedział związany Harry, był przytomny. Podeszłam do niego. Był w opłakanym stanie, cały posiniaczony i okrwawiony.Zdziwiło mnie to, że nie miał zaklejonych ust, ale gdy było ciemno nic nie mówił. Harry spojrzał na mnie i zapytał:
- Co ty tu robisz?
- Jakiś koleś dzwonił do mnie i mówił, że jeśli się tu nie stawię to cie zabije.- powiedziałam i pierwsza łza słynęła mi po policzku.
Na ustach Harrego pojawił się maleńki uśmiech.
- Słyszałem co mówiłaś. To prawda?- zapytał.
- Tak, każde słowo było prawdziwe.- odpowiedziałam.
- Ja ciebie też.- powiedział Harry.
Uśmiechnęłam się i chciałam zacząć go rozwiązywać gdy usłyszałam głos dobiegający z głośników powieszonych na ścianie:
- Nie próbuj go rozwiązywać. Nikt nie powiedział, że on stąd idzie.
Spojrzałam na Harrego i zapytałam:
- Co mu takiego zrobiłeś?
- To długa historia, powiem ci tylko, że żałuję tego co robiłem i więcej tego nie zrobię. Przysięgam!- powiadomił mnie Harry.
Bałam się tego, co on zrobił. Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna w kominiarce. Myło mu widać tylko oczy.
- Zaraz będziesz mogła pożegnać się ze swoim facecikiem, chyba, że wolałabyś żeby żył.- powiedział mężczyzna.
- Chcę! Co mam zrobić?- zapytałam z płaczem.
- Nie zgadzaj się na nic!- krzyknął Harry.
Mężczyzna podszedł do Harrego, uderzył go w głowę i zakleił usta taśmą.
- Jeśli chcesz żeby Harry żył musisz załatwić mi dwa bilety lotnicze do Hiszpanii i kontakt z nijakim Tiago Salvatore. Rozumiesz? Masz na to tydzień od jutra.- powiedział.- Pożegnaj się z Harrym i widzimy się za tydzień bo jak nie to nie zobaczysz już go.
Podeszłam do Harrego i delikatnie włożyłam mu do kieszeni mój wyciszony telefon żeby mieć z Harrym kontakt. Później powiedziałam mu cicho do ucha:
- Wyrwę cię stąd a wtedy wyjedziemy do LA. Daj znać jak będziesz tu sam.
Pocałowałam go w policzek i z łzami w oczach wyszłam na zewnątrz. Stałam chwilę na posesji i myślałam. Nie przewidziałam tego, że nie będę miała kontaktu z Niallem i będę musiała iść na piechotę do miejsca, w którym czekał.
Długo szłam, ale nie wiedziałam, w której dokładnie kawiarni jest Niall. Szłam po jakimś odludziu gdy zobaczyłam jadący samochód. Zatrzymał się przy mnie. Miałam szczęście, bo to był Louis.
- Czemu idziesz sama? Co ty tu w ogóle robisz? Wsiadaj szybko.- powiedział Louis
Nie wiedziałam co powiedzieć więc wymyśliłam, że zgubiłam telefon i nie mogłam zadzwonić do Nialla żeby po mnie przyjechał. Lou zadzwonił do niego i powiedział, że zawiezie mnie do domu. Poprosiłam, żeby zadzwonił do reszty chłopaków i dziewczyn oraz powiedział im żeby przyszli do domu Nialla bo muszę z nimi wszystkimi porozmawiać.
Nie mogłam dłużej ukrywać tego, co się dzieje z Harrym. Sama też nie dałabym rady ziścić mojego planu, który wymyśliłam. Potrzebowałam pomocy.
~~~~ PÓŹNIEJ ~~~~~~
Prawie wszyscy już byli, brakowało tylko Nialla. Nie chciałam na niego czekać i zaczęłam mówić:
- Wiem, gdzie jest Harry i mam tydzień żeby kupić dwa bilety lotnicze i znaleźć jakiegoś typa. Ale mam pomysł jak wyciągnąć stamtąd Harrego.- powiedziałam.
Ich miny były jednoznaczne. Wszyscy byli w ciężkim szoku i nie wierzyli w to co słyszą.
- A więc, chcę żebyśmy... ;)
( Dziękuje za 10 komów. Tak dużo was czyta mojego bloga a tak mało obserwatorów mam. Co jest? ;c )
Subskrybuj:
Posty (Atom)

