Od niechcenia położyłam się z nim, a on się do mnie przytulił. Dobrze mi było w jego objęciach, ale z drugiej strony czułam się nieswojo, bo mój chłopak leżał w szpitalu nie przytomny, a ja tu z jego przyjacielem. Ale Niall mówił bardzo przekonywająco, mimo jego nie trzeźwego stanu. Podobno słowa pijanych to myśli trzeźwych.
Niall zasnął, więc próbowałam się spod niego wykaraskać, ale na marne- obudziłam go.
- Przepraszam Niall. Śpij dalej, ja tylko muszę iść... em... do łazienki.-pomyślałam, że jak mnie puści to po prostu pójdę do łazienki a zanim wrócę, on już zaśnie.- Chcę wziąć prysznic i w ogóle.
- No dobrze... to ja poczekam na ciebie.-obiecał Niall i usiadł sztywno na łóżku, otwierając szeroko oczy.
Ja wstałam z łóżka, a gdy już wychodziłam z pokoju jeszcze tylko się odwróciłam i posłałam blondynowi uśmiech.
Byłam w łazience bardzo długo: najpierw, zanim zaczęłam brać prysznic, dokładnie rozczesałam moje włosy i zmyłam dokładnie makijaż, później umyłam się dokładnie, gdy wyszłam spod prysznica wytarłam się dokładnie i zawinęłam włosy w turban, a następnie założyłam bieliznę. Gdy już chciałam założyć mój ciepły i miękki szlafrok, ustałam bokiem do dużego lustra łazienkowego i spojrzałam na mój brzuch. Był już dość duży i nie dało się go zakryć żadną luźną bluzką czy za dużą bluzą. Zaczęłam głaskać mój brzuch i poczułam jak mój syn kopie. To było dziwne uczucie. Można je porównać do burczenia w brzuchu, tylko o wiele bardziej. W końcu ubrałam szlafrok, umyłam zęby, nałożyłam krem na twarz a później wysuszyłam moje długie włosy. Kiedy już chciałam się ubrać, uświadomiłam sobie, że nie wzięłam pidżamy. Musiałam iść w szlafroku do pokoju, w którym czekał na mnie Niall. Co ja gadam "czekał"? On na pewno już zasnął. Przeszłam przez korytarz i cicho otworzyłam drzwi. Weszłam cicho do pokoju, bo zobaczyłam, że Niall leży na łóżku tyłem do mnie. Z nadzieją, że śpi, podeszłam do komody na palcach żeby wziąć pidżamę. Odsunęłam szufladę i gdy sięgałam po szorty i luźną koszulkę, w której zmieści się mój brzuch, poczułam, że ktoś obejmuje mnie za brzuch. W pierwszej chwili się wystraszyłam, ale później uświadomiłam sobie, że to pewnie, któraś z dziewczyn chciała mnie wystraszyć, ale nie dłonie były męskie. To był Niall.
- O Boże, przepraszam. Nie chciałam cię obudzić. Zapomniałam tylko wziąć pidżamy.-powiedziałam odwracając się do niego twarzą.
- Nie spałem. Czekałem na ciebie tak jak powiedziałem.-oznajmił Niall.
- Idź spać, ja jeszcze nie jestem zmęczona. Poczytam książkę czy coś.- powiedziałam chcąc iść do łazienki się przebrać, ale Niall nie dal mi szansy nawet się od niego odsunąć.
- Jak dla mnie nie musisz iść spać... ani się ubierać.- powiedział Niall i lekko odgiął mi szlafrok przy dekolcie i zaraz puścił, cały czas patrząc mi w oczy.
- Ja jednak wolę się ubrać.-powiedziałam podążyłam w kierunku drzwi. Niall złapał mnie za rękę i gwałtownie szarpnął.
- Ale kiedy już zacznę i tak zdejmę ci ubranie więc po co?
- Niall zostaw mnie.- próbowałam wyszarpać rękę z jego uścisku, ale na marne, bo on tylko zacisnąć rękę mocniej.
- Chciałem grać po dobroci, ale widzę że tak się z tobą nie da....- on podniósł mnie i zaniósł na łóżko, kładąc gwałtownie. Byłam tak zszokowana, że nie mogłam nawet zawołać pomocy.
Zaczął rozpinać swoją koszulę. Gdy ją zdjął ustał przed łóżkiem i zmierzył mnie wzrokiem. Wszedł na łóżko i już pochylał się nade mną by zacząć mnie całować, ale wtedy ja zebrałam w sobie wszystkie siły i krzyknęłam, ile sił w płucach. To wystraszyło Nialla, ale tylko na moment. Podbiegł do drzwi i zamknął je na klucz. Usłyszałam jak ktoś biegnie, dwie osoby.
- Mey, gdzie jesteś? Co się stało?- to Perrie. Słyszałam jak idzie w naszą stronę.
- Nic jej nie jest. Złapał ją tylko mocny skurcz. Spokojnie jest ze mną.- Niall mówiąc to patrzyła mi w oczy. Łzy spływały mi po policzkach.
- Jesteś pewien?- głos Zayna dochodził z bardzo bliska. Postanowiłam znów spróbować. Wzięłam głęboki oddech i krzyknęłam:
- Ratunku!
- Mey? Mey! Gdzie jesteś?-Zayn zaczął ruszać klamką, ale drzwi były zamknięte.
Niall zasłonił mi usta ręką, ale ja go kopnęłam w krocze a on się zwinął z bólu.
- Wyważ drzwi!-krzyknęłam.
Nagle w pokoju wpadł Zayn. Gdy zobaczył mnie leżącą na łóżku i Nialla skulonego z bólu, już wiedział do czego doszło. Podszedł do blondyna z zaciśniętymi pięściami i już chciał wymierzyć mu cios, ale Perrie złapała go za rękę i zatrzymała.
- Co ty odpierdalasz gościu?!-zaczął krzyczeć Zayn.
- Nic przecież. To ona mi zajebała w klejnoty!- Niall wyprostował się i spojrzał na Zayna z wyższością, której i tak mu brakowało.
- Ale to ty się do niej dobierałeś!
- Ona tego chciała!
- Tak, widać to po jej łzach- powiedziała sarkastycznie Perrie.
- Ale ja już się z nią kochałem! Ona tego chciała!
- Nie prawda!-krzyknęłam oburzona, drżącym głosem.
- To dziecko nawet nie jest Harrego tylko moje!
- Jak w ogóle możesz tak mówić?!- wkurzyła się Perrie.
- Mey. Sama powiedz, że robiłaś to ze mną za nim byłaś z Harrym.-zwrócił się do mnie Niall.
- Nie prawda!
- O proszę cię... Nie rób z siebie debilki i się przyznaj.
- To ty robisz z siebie debila!- znów krzyknęła Perrie.
Zayn złapał Nialla za przed ramię i patrząc mu prosto w oczy powiedział, przez zaciśnięte zęby:
- Masz szczęście, że Harry jest nie przytomny w szpitalu, bo by ci tego nie odpuścił. Ja ci nic nie zrobię, ale obiecuję ci, że jeśli jeszcze raz dotkniesz Mey bez jej wyraźnej zgody to tego pożałujesz. Ja ani Perrie nic nie powiemy Harry'emu jak się wybudzi, od tego zależy dobra wola Mey....
- On się nie wybudzi....- odrzekł spokojnie Niall.
- To nie prawda!- krzyknęłam bezradnie.
- Prawda. Tak do niego strzelono, że to mało prawdopodobne, a jeśli się wybudzi to będzie na poziomie rozwoju małego dziecka...
- Ej.. a skąd wiesz, jak do niego strzelono, skoro cię tam nie było?- przerwała mu Perrie.
- Ee.... ;)
_______________________________________________________________________________
UWAGA!!! UWAGA!!!
PRZEPRASZAM, ŻE MNIE TAK DŁUGO NIE BYŁO, ALE NIE MIAŁAM CHWILOWO INTERNETU. POPRAWIE SIĘ I ZACZNĘ DODAWAĆ REGULARNIE POSTY- CO CZWARTEK O 20:00.
DZIŚ JEST TROSZKĘ WCZEŚNIEJ, ALE DLATEGO, ŻE OBIECAŁAM BRATU, ŻE OBEJRZĘ Z NIM FILM. POZDRO DLA DAWIDKA-MOJEGO BRATA- KTÓRY SIEDZI OBOK I MNIE DENERWUJE :)
ZOSTAWIAJCIE KOMKI POD POSTAMI I MÓWCIE DALEJ :*
DO CZWARTKU :)
czwartek, 9 października 2014
wtorek, 12 sierpnia 2014
Rozdział XXIX
Do czasu prac w domu, mieszkam u Zayna i Perrie. Dziewczyna się bardzo ekscytuje tym, że będę miała dziecko: szuka w internecie różnych łóżeczek, wózków, chodzików, nosidełek itp., ogląda ubranka i czyta dużo o ciąży. To bardzo miłe z jej strony. Jednakże cały czas brakowało mi jednej osoby (oprócz Harrego)- mojej mamy. Co prawda byłyśmy pokłócone, ale wydał mi się, że bardzo tęskni i chce ze mną porozmawiać, ale nie ma mojego nowego numeru i nie wie gdzie mnie szukać. Może to odpowiedni moment żeby podać jej rękę na zgodę?
Mniejsza wróce do tego później. Zaczęłyśmy gadać z Perrie i spojrzałam na jej już spory brzuch. Ona nie ekscytowała się swoją ciążą tylko moją. To było dziwne...
- Ej Pezz.-zaczęłam.- kiedy rodzisz?
- Ymm... za 3.5 miesiąca. Ale jeszcze nie wiem jaka będzie płeć, bo zawsze było tak przekręcone że nie było widać.- odpowiedziała Perrie.- a ty za 5 miesięcy, tak?
- Nom.
- Jutro chcę iść na USG ostatnie. Pójdziesz ze mną?- zapytała Perrie.
- Jasne.
~~~~ Kolejny dzień~~~~
Byłam już z Perrie w poczekalni, czekałyśmy tylko aż wywołają nazwisko mojej przyjaciółki. Rozmawiałyśmy w poczekalni aż usłyszeliśmy:
- Proszę pani Perrie Edwards.
- Idź sama. Ja poczekam tutaj ok?-powiedziała uśmiechając się.
- Dobrze, tylko nie uciekać.-odpowiedziała Pezz i raźnym krokiem podążyła do gabinetu. Włożyłam słuchawki w uszy i zaczęłam słuchać muzyki. Wysłuchałam może nie całe 3 piosenki i wyszła Perrie w promiennym uśmiechem. Wyjęłam słuchawki z uszu i zapytałam:
- I jak?
- Dziewczyna- odpowiedziała Perrie i podeszła do mnie. Ja wstałam i ją uściskałam.
Założyłyśmy kaptury chowając na plecy włosy i okulary. Wyszłyśmy ze szpitala mijając Paparazzi. Nie poznali nas bo nie zrobili furory. Teraz nasza historia jest na stronach głównych wszystkich gazet z newsami: "Harry Styles w szpitalu!", "Perrie Edwards z Little Mix w ciąży", "Zayn Malik będzie ojcem", "Kim jest tajemnicza ukochana Stylesa?" Na całe szczęście jeszcze nie wiedzieli, kim jest dziewczyna Harrego. Kilka razy udało im się zrobić mi zdjęcie, ale nigdy nie było widać twarzy. To dobrze, że nie jestem nikim znanym i paparazzi nawet nie wiedzieli czego szukać.
Wsiadłyśmy do auta i odjechałyśmy ze szpitalnego parkingu. Zdjęłyśmy kaptury i miałyśmy jeszcze jechać do supermarketu po spożywkę. Tu już nie było widać paparazzi więc nie zakładałyśmy naszych "kostiumów". Zrobiłyśmy duże zakupy i zapakowałyśmy do samochodu. Jadąc do domu mijałyśmy ulicę gdzie mieszka moja rodzina. Wtedy coś mnie ruszyło.
- Perrie możesz zatrzymać się pod tym blokiem? Chcę iść do mojej mamy i z nią porozmawiać.- powiedziałam.
- No dobrze. Jak już będziesz chciała wrócić to wyślę po ciebie któregoś z chłopaków.- odpowiedziała Perrie zajeżdżając na parking.
- Ok dzięki. Pa.-powiedziałam, zdjęłam bluzę z kapturem i wyszłam.
Wyglądałam tak:
Mniejsza wróce do tego później. Zaczęłyśmy gadać z Perrie i spojrzałam na jej już spory brzuch. Ona nie ekscytowała się swoją ciążą tylko moją. To było dziwne...
- Ej Pezz.-zaczęłam.- kiedy rodzisz?
- Ymm... za 3.5 miesiąca. Ale jeszcze nie wiem jaka będzie płeć, bo zawsze było tak przekręcone że nie było widać.- odpowiedziała Perrie.- a ty za 5 miesięcy, tak?
- Nom.
- Jutro chcę iść na USG ostatnie. Pójdziesz ze mną?- zapytała Perrie.
- Jasne.
~~~~ Kolejny dzień~~~~
Byłam już z Perrie w poczekalni, czekałyśmy tylko aż wywołają nazwisko mojej przyjaciółki. Rozmawiałyśmy w poczekalni aż usłyszeliśmy:
- Proszę pani Perrie Edwards.
- Idź sama. Ja poczekam tutaj ok?-powiedziała uśmiechając się.
- Dobrze, tylko nie uciekać.-odpowiedziała Pezz i raźnym krokiem podążyła do gabinetu. Włożyłam słuchawki w uszy i zaczęłam słuchać muzyki. Wysłuchałam może nie całe 3 piosenki i wyszła Perrie w promiennym uśmiechem. Wyjęłam słuchawki z uszu i zapytałam:
- I jak?
- Dziewczyna- odpowiedziała Perrie i podeszła do mnie. Ja wstałam i ją uściskałam.
Założyłyśmy kaptury chowając na plecy włosy i okulary. Wyszłyśmy ze szpitala mijając Paparazzi. Nie poznali nas bo nie zrobili furory. Teraz nasza historia jest na stronach głównych wszystkich gazet z newsami: "Harry Styles w szpitalu!", "Perrie Edwards z Little Mix w ciąży", "Zayn Malik będzie ojcem", "Kim jest tajemnicza ukochana Stylesa?" Na całe szczęście jeszcze nie wiedzieli, kim jest dziewczyna Harrego. Kilka razy udało im się zrobić mi zdjęcie, ale nigdy nie było widać twarzy. To dobrze, że nie jestem nikim znanym i paparazzi nawet nie wiedzieli czego szukać.
Wsiadłyśmy do auta i odjechałyśmy ze szpitalnego parkingu. Zdjęłyśmy kaptury i miałyśmy jeszcze jechać do supermarketu po spożywkę. Tu już nie było widać paparazzi więc nie zakładałyśmy naszych "kostiumów". Zrobiłyśmy duże zakupy i zapakowałyśmy do samochodu. Jadąc do domu mijałyśmy ulicę gdzie mieszka moja rodzina. Wtedy coś mnie ruszyło.
- Perrie możesz zatrzymać się pod tym blokiem? Chcę iść do mojej mamy i z nią porozmawiać.- powiedziałam.
- No dobrze. Jak już będziesz chciała wrócić to wyślę po ciebie któregoś z chłopaków.- odpowiedziała Perrie zajeżdżając na parking.
- Ok dzięki. Pa.-powiedziałam, zdjęłam bluzę z kapturem i wyszłam.
Wyglądałam tak:
Brzuch już był widoczny, a mojej mamie na pewno by to nie umknęło. A co ja jej powiem? "Hej mamo, jestem w ciąży. Ojcem mojego dziecka jest Harry Styles, no wiesz ten z 1D" Taa, już to widzę jak mi uwierzy. Wyszłam z widny i podeszłam pod drzwi. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam dzwonek. Słyszałam jak David krzyczy: "Otworze mamo!" Więc i on i mama są w domu. Kiedy mój brat otworzył przede mną drzwi, nie mogłam uwierzyć jak się zmienił. Nie wyglądał już jak dziecko. Był już prawie wyższy ode mnie, wyprzystojniał.
- Mey?- zapytał zdziwiony.
- Cześć.-nie wiedziałam co więcej powiedzieć. Mój brat wiedział, że kręcę się teraz w innym towarzystwie, ale nie wiedział, że jestem w ciąży, ani kim są moi nowi najbliżsi. Wtedy gdy Niall po mnie przyjechał myślał, że to tylko któryś z moich szkolnych kolegów jest do niego podobny, a z resztą nawet nie widział jego oczu bo miał ciemne okulary. Najwyraźniej stęsknił się za mną i mnie przytulił. Chyba myślał, że tylko przytyłam, ale kiedy się ode mnie odsunął, spojrzał na mój brzuch potem w moje oczy, zapytał:
- Serio?
- Tak. Jest mama?-zapytałam.
- Tak jest w salonie.- powiedział David, a później krzyknął:- Mamo! Mamy gościa! Chodź zobacz!
Weszłam do, już nie mojego, mieszkania i zobaczyłam jak mama wychodzi z salonu. Wyraźnie było widać, że się mnie nie spodziewała, ale ucieszyła się na mój widok. Chyba nie zwróciła uwagi na mój brzuch. Widziałam, że ma łzy w oczach.
- Miley.-podeszła do mnie i mnie przytuliła. Dopiero wtedy zorientowała się, że mam całkiem sporą "piłkę" przed sobą.- Kochanie, jesteś w ciąży?
- Tak.-odpowiedziałam tak spokojnie jak się tylko dało.
- Chodź do salonu, musisz mi opowiedzieć co się działo przez ten cały czas.
Poszłam do salonu. Pod moją nie obecność mama i Lucas zrobili remont i mieszkanie wyglądało zupełnie inaczej. Usiadłam na szarym skajowym fotelu i poprosiłam mojego brata, żeby nalał mi soku.
- Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniliśmy.- powiedziała mama.
- Ja za wami też. Wiedzę że całkiem dobrze się wam żyje. Ten remont i wgl.- odpowiedziałam rozglądając się po pomieszczeniu.
- Tak, ale twój pokój pozostał nie ruszony. Wygląda tak samo jak dnia kiedy wyjechałaś. Gdzie się podziewałaś cały ten czas?
- Z moimi przyjaciółmi i ojcem dziecka.
- A kim jest ojciec?
- Nie uwierzysz mi tak samo jak tamtego dnia.- powiedziałam uciekając od jej spojrzenia.
- Powiedz mi.
- Harry Styles.
- Nie żartuj sobie z tak poważnych rzeczy kochanie.
- Wiedziałam, że mi nie uwierzysz.- wstałam z fotela i chciałam już wyjść, ale wtedy moja mama mnie zatrzymała.
- Nie, nie. Zostań.- powiedziała mama, więc usiadałam.- Zrozum mnie. Oni są sławni i raczej mało prawdopodobne.
- Chcesz dowodu?- miałam akurat w torebce jeden egzemplarz "London News". Wyjęłam i pokazałam mamie artykuł o tajemniczej ukochanej Stylesa. Miałam wtedy na sobie bluzę, którą kupiła mi moja mama.
- Przecież nie tylko ty masz taką bluzę.-nadal mi nie wierzyła.
- Mamo, chcesz to zaraz zadzwonie do Perrie i ktoś po mnie przyjedzie.
- No dobrze.
Zadzwoniłam do Perrie i powiedziałam, żeby któryś z chłopców po mnie przyjechał. Pogadał z nią jeszcze chwilę i się rozłączyłam. Wtedy do pokoju wszedł mój brat i zaczęłam z nim rozmawiać. Powiedziałam mu, że nie może nikomu powiedzieć, że to ja jestem dziewczyną Harrego, bo wtedy i oni nie będą mieć spokoju. Opowiadałam mu różne historie, omijając te złe. Powiedziałam mu jak poszłam z Jade, Leigh-Anne, Jesy i Perrie na próbę tańca i poznałam innych tancerzy. Jak Harry powiedział wszystkim, że będzie tatą. On jakoś też mi do końca nie wierzył i myślał, że to tylko wytwór mojej bujnej wyobraźni, ale lubił słuchać moich wymyślonych historyjek. Zadzwonił mój telefon. To Lou, najwyraźniej to on po mnie przyjechał. Poprosiłam go żeby przyszedł jeszcze na chwile do mieszkania i podałam mu jego numer. Moja mama myślała, że to tylko głupi żart, tak samo jak ta ciąża. Zadzwonił dzwonek. Poszłam do drzwi i powiedziałam żeby ani mama ani David nie wychodzili z salonu, bo chce im przedstawić mojego przyjaciela. Wpuściłam Louisa do mieszkania i zaprowadziłam do salonu.
- Hey.-powiedział z uśmiechem Louis.
Mój brat oniemiał i myślał, że tylko coś mu się śni, ale nie- to się działo naprawdę. Wtedy moja mama uwierzyła.
- Matko jedyna! Moja córka jest w ciąży z gwiazdorem, który teraz leży w szpitalu, a przyjaźni się z jej idolami.-powiedziała mama. Z wrażenia aż zbladła.- Przepraszam, że ci nie wierzyłam.
Mama wstała i mnie przytuliła. Wybaczyłyśmy sobie wszystko i zaczęłam jej wszystko opowiadać. Lou powiedział, że mamy dużo czasu więc poszedł grać z moim bratem na konsoli w Fife.
Ja i mama nadal rozmawiałyśmy. Powiedziałam jej, że Perrie też jest w ciąży i ona urodzi za 3,5 miesiąca a ja za pięć, ona dziewczynkę a ja chłopca. Zaczęła się zachwycać, że będzie babcią i zaczęła wymyślać imiona dla jej jeszcze nie narodzonego wnuka. Część była wyciągnięta z kosmosu a nieliczne były takie same jak proponowane przez chłopców. Powiedziałam mamie, że jak wyremontują dom Harrego i mój, to że zabiorę rzeczy z mojego pokoju i będzie mogła z nim robić co chce. I oczywiście, że ją do siebie zapraszam. Poprosiłam, również o dyskrecję, żeby nie mówiła nikomu kim jestem i co się dzieje z moimi przyjaciółmi. Ona oczywiście mi to obiecała. Zawołałam Louisa i powiedziałam, że już powinniśmy jechać. On tylko trochę pojęczał i powiedział, że lubi mojego brata i musi kiedyś go zabrać na cały dzień do niego. Davidowi do oczywiście odpowiadało.
Pożegnałam się z rodziną i pojechałam z Louisem do domu Zayna i Perrie. Powiedział, że Perrie poszła z dziewczynami do jakiejś kawiarni na lody i najpierw pojedziemy po nie.
Zajechałyśmy pod naszą ulubioną niewielką kawiarenkę i zastaliśmy Sophie, El i Pezz przy stoliku jedzące lody. Pomachałam do nich i zawołałam. Lou czekał na nas w aucie. Wsiadłyśmy do niego ii pojechałyśmy do domu Perrie i Zayna. Zobaczyłam, że jacyś ludzie kręcą się po ogrodzie. Zapytałam Louisa co się dzieje ale on się tylko uśmiechnął, a Sophie i El zaczęły się śmiać, czyli one też wiedziały co się święci. Przeszliśmy przez dom. Lou, Sophie i El wbiegli przed nami. Ja i Perrie podeszłyśmy powolnym krokiem do szklanych drzwi. były zasłonięte prześcieradłem, żeby nie było widać z domu, co dzieje się w ogrodzie. Wyszłyśmy do ogrodu a tam byli Liam, Louis, Niall, Sophie, El, Leigh-Anne, Jade z chłopakiem i Jesy z chłopakiem. Wszyscy krzyknęli "NIESPODZIANKA!!!" Ja i Perrie nie wiedziałyśmy o co chodzi. A jak zobaczyłyśmy niebieskie i różowe dekoracje, zorientowałyśmy się, że to impreza z okazji naszych ciąż.
- Zayn i Nill to zorganizowali-powiedziała El.
Zayn dla Perrie a Niall dla mnie? To było dziwne.
Perrie podbiegła do Zayna i zaczęła się z nim całować
Ja podeszłam do Niall i powiedziałam:
- Zrobiłeś to dla mnie?- zapytałam.
- Tak i dla Perrie, ale bardziej dla ciebie. Ogólnie to był mój pomysł, a niebieska część to moje dzieło. Podoba się?-powiedział Niall.
- Bardzo. Dziękuje.-powiedziałam uśmiechając się.
Przytuliłam Nialla, on był chyba tym trochę zaskoczony, ale zaraz mnie objął.
Lou włączył muzykę i w naszym nie dużym gronie zaczęliśmy się bawić. Dziewczyny zaczęły obsypywać Perrie i mnie imionami dla dzieci, a chłopcy przynieśli piwo. Oczywiście w tym nie widzieli umiaru (na szczęście to tylko piwo). Zaczęli pić, ale aż tak się nie upili. Niall podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. Odwróciłam się do niego przodem. Widać było, że nie jest trzeźwy.
- Mey słuchaj. Chcę ci coś powiedzieć.-powiedział Niall nadal mnie przytulając.
- Słucham Niall.-powiedziałam próbując się odsunąć, ale on nie miał zamiaru puścić.
- Pewnie mi nie uwierzysz, ale ja cię kocham. Naprawdę i to tak bardzo, bardzo mocno. Chciałbym być z tobą, ale Harry wszedł nam w paradę. Ja wychowam z tobą to dziecko tylko daj mi szanse.
Udało mi się wyplątać z jego uścisku. Po chwili powiedziałam:
- Niall ja ci wierzę, ale nie zostawię Harrego. Kocham go. Chodź zaprowadzę cie do mojego pokoju i położysz się spać.
Złapałam go za przed ramie i zaprowadziłam do pokoju. Weszłam z nim do pokoju i pomogłam położyć się na łóżku. Niall złapał mnie za rękę i nie chciał puścić.
- Połóż się ze mną.-powiedział Niall z zamkniętymi oczami.
- Po co?-zapytałam.
- Bo dopóki nie ma Harrego chcę spędzić z tb jak najwięcej czasu, bo później on mi ciebie zabierze.-powiedział Niall. Brzmiało to bardzo poważnie.
Od niechcenia położyłam się z nim a on się do mnie przytulił. Dobrze mi było w jego objęciach, ale z drugiej strony czułam się nieswojo bo mój chłopak leżał w szpitalu nie przytomny a ja tu z jego przyjacielem. Ale Niall mówił bardzo przekonywująco, mimo jego nie trzeźwego stanu. Podobno słowa pijanych to myśli trzeźwych...
piątek, 8 sierpnia 2014
UWAGA!!!!!
Jeśli czytaliście rozdział XXVIII wiecie, że mej będzie miała syna. Z tym ciągnie się jedno pytanie: jak będzie miał na imię? Z tym daje wam wybór.
KOMENTUJCIE POD TYM POSTEM JAKIE IMIE NADAĆ MAŁEMU.
Zasady są proste z pośród podanych niżej imion wybieracie jedno, ewentualnie dwa, i PISZECIE JE W KOMENTARZACH PONIŻEJ (ewentualnie możecie wysyłać wiadomości prywatne, na maila lub na fb, ale wolałabym w kom). Czas daje do porodu Mey. Im więcej komów tym lepiej!
START!!!!!!!!!!
Diego
Martin
Kevin
Zack
Dylan
Troy
Drew
Jackob
Dustin
Michael
Nathan
Taylor
Skay
+ macie dodatkowy wybór: wybiera Harry (jeśli się wybudzi).
Rozdział XXVIII
Położyłam się posłusznie i zagięłam bluzkę do góry, ukazując już całkiem duży brzuch. Kobieta wylała mi na niego zimny, lepki płyn i rozmazała. Następnie przyłożyła część aparatu i uśmiechnęła się wodząc mi nim po brzuchu.
- No, no. Widać wyraźnie. Gratuluję, to będzie chłopiec. Widzisz?
Gdy po raz pierwszy zobaczyłam moje dziecko, mojego syna coś we mnie drgnęło i dopiero wtedy dotarło do mnie, że nosze w sobie dziecko. Za niespełna 5 miesięcy będzie ze mną na świecie, ze mną i Harrym. Już nie mogłam się doczekać tego jak powiem mu o tym, że będziemy mieć syna. I wtedy właśnie przypomniało mi się, że ktoś czyha na moje maleństwo. Zaczęłam płakać. Pani ginekolog od razu zauważyła, że to nie są łzy szczęścia.
- Co ci jest dziecinko?- zapytała z troską.
- Nic nic.- powiedziałam ocierając łzy.
- Maleństwo bardzo mocno odczuwa twoje emocje. Musisz na siebie bardzo uważać.- powiedziała lekarka.
I rzeczywiście. Kiedy zaczęłam płakać mały zaczął się bardzo mocno poruszać. Uspokoił się dopiero gdy przestałam płakać a mój puls unormował się. Kobieta podała mi ręcznik papierowy, żebym wytarła sobie brzuch i podeszła o biurka żeby zapisać mi kiedy mam następną wizytę. Wytarłam moją skórę, ale mimo to i tak czułam, że się lepi do koszulki. Pani ginekolog podała Louisowi kartkę, podziękowaliśmy i wyszliśmy.
- Brawo. Będziesz mieć synka.- Louis objął mnie ramieniem i prowadził w stronę sali Harrego.
Do sali doszliśmy dość szybko. Weszłam do neutralnym wyrazem twarzy, aby nie martwić chłopców. Louis wszedł dumnym krokiem, tak jakby to on był ojcem. To było zabawne po pewnym względem. Gdy Zayn i Liam rozpromienili się na nasz widok, po chwili Malik dodał:
- Co będzie?
- Chłopak!- powiedział Lou z uśmiechem.
- Gratulacje!!- krzyknął Zayn i Liam.
Podbiegli do mnie i wszyscy mnie przytulili uważając na brzuch. Usiedliśmy na powrót na poprzednich miejscach. Spojrzałam na Harrego i złapałam go za rękę. Rozejrzałam się po sali i zobaczyłam, że nie ma Niall, jednak zanim zapytałam, gdzie on jest, przypomniało mi się ze wyszedł w jakiejś sprawie. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Zayna:
- Mey? Słuchasz nas wogóle?
- Nie, przepraszam. Zamyśliłam się. O czym rozmawialiście?- zapytała z grzecznością.
- Podrzucaliśmy ci propozycje imion dla małego.- powiedział Liam.
- Wiecie że jeszcze jest pięć miesięcy?- zapytałam unosząc jedną brew.
Widziałam po ich minach, jak bardzo się zaangażowali, nie chciałam ich wyrywać z tej wizji twórczej więc po chwili dodałam:
- No dobra, słucham.
- Diego
- Martin
- Kevin
- Zack
- Dylan
- Troy
- Drew (Dru)
- Jackob
- Dustin (Dastin)
- Michael (Majkel)
Chłopcy tylko wymieniali mi imiona aż im przerwałam:
- Ok ok. Przypomnijcie mi je kiedy urodzę.
Chłopaki wybuchli śmiechem. Rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższy czas o różnych rzeczach związanych z moim synem, gdy nagle ktoś wszedł na salę. Niall:
- Przepraszam. Coś przegapiłem?
Byłam zszokowana, że się pojawił. Był uśmiechnięty i wyraźnie zadowolony.
- Wybieramy imię dla syna Mey i Harrego.- powiedział Lou.
- A więc syn?- powiedział Niall. Był w lekkim szoku.- Miałem nadzieję na córeczkę, ale to nie ważne. Najważniejsze żeby był zdrowy, silny i gotowy na wszystko.
Gotowy na wszystko ? Dziwnie to zabrzmiało, ale nie skomentowałam tego na głos.
- Mogę też coś dorzucić od siebie?-zapytał nieśmiało blondynek podchodząc do krzesła obok mnie.
- Jasne.- odpowiedziałam.
- Ymm... to może Nathan (Nejtan, nie Natan), albo Taylor (Tajler), może albo Skay.-powiedział Nill z entuzjazmem.
- No to mamy już dość długą listę i jest w czym wybierać. Ciekawe, które najbardziej podobało się Harremu.-powiedziałam spoglądając na twarz ukochanego.
~~~~Kilka dni później~~~~
Harry nadal był nieprzytomny. Chłopcy nie pozwalali mi siedzieć cały czas w szpitalu, ale odwiedzałam go codziennie. Do naszego domu właśnie przyjechała ekipa remontowa, będą malować, kłaść podłogi i w ogóle, a dziewczyny namówiły mnie na projektanta wnętrz i później on nam umebluje mieszkanie. Narazie wszystko układało się jak trzeba, ale ja nadal żyłam w świadomości, że ktoś chce mieć mojego syna.
Do czasu prac w domu mieszkam u Zayna i Perrie. Dziewczyna bardzo się ekscytuje tym, że będę miała dziecko: szuka w internecie różnych łóżeczek, wózków, chodzików, nosidełek itp., ogląda ubranka i czyta dużo o ciąży. To bardzo miłe z jej strony. Jednakże cały czas brakowało mi jedej osoby (oprócz Harrego)- mojej mamy. Co prawda byłyśmy pokłócone, ale mój brat wydał mi się, że bardzo tęskni i chce ze mną porozmawiać, ale nie ma mojego nowego numeru i nie wie gdzie mnie szukać. Może to odpowiedni moment żeby podać jej rękę na zgodę?
- Co ci jest dziecinko?- zapytała z troską.
- Nic nic.- powiedziałam ocierając łzy.
- Maleństwo bardzo mocno odczuwa twoje emocje. Musisz na siebie bardzo uważać.- powiedziała lekarka.
I rzeczywiście. Kiedy zaczęłam płakać mały zaczął się bardzo mocno poruszać. Uspokoił się dopiero gdy przestałam płakać a mój puls unormował się. Kobieta podała mi ręcznik papierowy, żebym wytarła sobie brzuch i podeszła o biurka żeby zapisać mi kiedy mam następną wizytę. Wytarłam moją skórę, ale mimo to i tak czułam, że się lepi do koszulki. Pani ginekolog podała Louisowi kartkę, podziękowaliśmy i wyszliśmy.
- Brawo. Będziesz mieć synka.- Louis objął mnie ramieniem i prowadził w stronę sali Harrego.
Do sali doszliśmy dość szybko. Weszłam do neutralnym wyrazem twarzy, aby nie martwić chłopców. Louis wszedł dumnym krokiem, tak jakby to on był ojcem. To było zabawne po pewnym względem. Gdy Zayn i Liam rozpromienili się na nasz widok, po chwili Malik dodał:
- Co będzie?
- Chłopak!- powiedział Lou z uśmiechem.
- Gratulacje!!- krzyknął Zayn i Liam.
Podbiegli do mnie i wszyscy mnie przytulili uważając na brzuch. Usiedliśmy na powrót na poprzednich miejscach. Spojrzałam na Harrego i złapałam go za rękę. Rozejrzałam się po sali i zobaczyłam, że nie ma Niall, jednak zanim zapytałam, gdzie on jest, przypomniało mi się ze wyszedł w jakiejś sprawie. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Zayna:
- Mey? Słuchasz nas wogóle?
- Nie, przepraszam. Zamyśliłam się. O czym rozmawialiście?- zapytała z grzecznością.
- Podrzucaliśmy ci propozycje imion dla małego.- powiedział Liam.
- Wiecie że jeszcze jest pięć miesięcy?- zapytałam unosząc jedną brew.
Widziałam po ich minach, jak bardzo się zaangażowali, nie chciałam ich wyrywać z tej wizji twórczej więc po chwili dodałam:
- No dobra, słucham.
- Diego
- Martin
- Kevin
- Zack
- Dylan
- Troy
- Drew (Dru)
- Jackob
- Dustin (Dastin)
- Michael (Majkel)
Chłopcy tylko wymieniali mi imiona aż im przerwałam:
- Ok ok. Przypomnijcie mi je kiedy urodzę.
Chłopaki wybuchli śmiechem. Rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższy czas o różnych rzeczach związanych z moim synem, gdy nagle ktoś wszedł na salę. Niall:
- Przepraszam. Coś przegapiłem?
Byłam zszokowana, że się pojawił. Był uśmiechnięty i wyraźnie zadowolony.
- Wybieramy imię dla syna Mey i Harrego.- powiedział Lou.
- A więc syn?- powiedział Niall. Był w lekkim szoku.- Miałem nadzieję na córeczkę, ale to nie ważne. Najważniejsze żeby był zdrowy, silny i gotowy na wszystko.
Gotowy na wszystko ? Dziwnie to zabrzmiało, ale nie skomentowałam tego na głos.
- Mogę też coś dorzucić od siebie?-zapytał nieśmiało blondynek podchodząc do krzesła obok mnie.
- Jasne.- odpowiedziałam.
- Ymm... to może Nathan (Nejtan, nie Natan), albo Taylor (Tajler), może albo Skay.-powiedział Nill z entuzjazmem.
- No to mamy już dość długą listę i jest w czym wybierać. Ciekawe, które najbardziej podobało się Harremu.-powiedziałam spoglądając na twarz ukochanego.
~~~~Kilka dni później~~~~
Harry nadal był nieprzytomny. Chłopcy nie pozwalali mi siedzieć cały czas w szpitalu, ale odwiedzałam go codziennie. Do naszego domu właśnie przyjechała ekipa remontowa, będą malować, kłaść podłogi i w ogóle, a dziewczyny namówiły mnie na projektanta wnętrz i później on nam umebluje mieszkanie. Narazie wszystko układało się jak trzeba, ale ja nadal żyłam w świadomości, że ktoś chce mieć mojego syna.
Do czasu prac w domu mieszkam u Zayna i Perrie. Dziewczyna bardzo się ekscytuje tym, że będę miała dziecko: szuka w internecie różnych łóżeczek, wózków, chodzików, nosidełek itp., ogląda ubranka i czyta dużo o ciąży. To bardzo miłe z jej strony. Jednakże cały czas brakowało mi jedej osoby (oprócz Harrego)- mojej mamy. Co prawda byłyśmy pokłócone, ale mój brat wydał mi się, że bardzo tęskni i chce ze mną porozmawiać, ale nie ma mojego nowego numeru i nie wie gdzie mnie szukać. Może to odpowiedni moment żeby podać jej rękę na zgodę?
środa, 6 sierpnia 2014
Rozdził XXVII
- Policja złapała ich i już wiem, czemu porwali Harrego.- powiedział Niall.
- O co?- zapytał Liam.
- Bo on kupował narkotyki...
Wszyscy zamarli. Staliśmy w murowanie jeszcze przez chwilę a później Liam się odezwał:
- Przecież Hazz nigdy nie brał narkotyków.
- No i właśnie w tym cały problem. W jego organizmie nie znaleziono ani grama żadnego narkotyku.- powiedział Niall lustrując nasze twarze.
Spojrzałam na Harrego. Biedny, nie był świadom co teraz dzieje się w moim sercu i głowie. Dziecko chyba to odczuło bo zaczęło się poruszać lekko. Poczułam pierwsze kopnięcie.Mimowolnie złapałam się w brzuch w miejsce gdzie poczułam uderzenie i się uśmiechnęłam. Łzy nadal spływały mi po policzku. Cicho westchnęłam ale najwyraźniej Zayn to usłyszał:
- Co jest? Źle się czujesz?
- Nie, jest w porządku... kopnęło....- powiedziałam cicho i podniosłam wzrok na niego.
Niall podszedł do mnie i usiadł obok. Spojrzał na mnie pytającą a ja skinęłam głową. Od lekko dotknął mojego brzuch. Znów kopnęło dokładnie w tym samym miejscu gdzie on trzymał rękę. Na początku się wystraszył i zabrał rękę, po chwili powiedział:
- Chyba mnie nie lubi.
Wtedy ono się uspokoiło i już nie ruszało.
- Mam wrażenie że wręcz przeciwnie.- spojrzałam się na Nialla, złapałam go za rękę i delikatnie przyłożyła do brzuch:- Czujesz? Uspokoiło się. Lubi cię a nawet bardzo.
Niall się rozpromienił.
- Szkoda, że Harry tego nie zobaczył.- dodałam po chwili.
Niall wyraźnie spochmurniał a w jego oczach malowała się złość. Zerwał się na równe nogi i wyszedł szybkim krokiem z sali. Strasznie się zdziwiłam, ale po chwili się otrząsnęłam, bo dotarło do mnie, że Lou coś do mnie mówi.
- Słucham? Przepraszam, ale nie słyszałam co mówisz- powiedziałam.
- Kilka dni temu wspominałaś, że nie długo masz USG i poznasz płeć dziecka. Kiedy to dokładnie?- zapytał Louis.
- Ymm... jakoś w tym miesiącu. 15 czy jakoś tak..- powiedziałam i podrapałam się po głowie. Zayn słysząc to złapał się za głowe i pokiwał nią jakby mówił, że jestem głupia.
- Dziś jest 15, Mey...- powiedział Lou.- W tym szpitalu robisz badania?
- Tak a co?
- Pójdę do recepcji i zapytam, kiedy byłaś umówiona. W twojej karcie napewno to jest napisane. Jeśli dziś to pójdę z tobą ja lub Zayn.
-Ehh.. ok.
Lou wyszedł z sali. Liam również wybył pod pretekstem znalezienia Nialla, mówił że musi z nim pogadać. Zostałam sama z Zaynem i nie przytomnym Harrym. Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Nagle zadzwonił mój telefon. Bez wahania odebrałam:
- Tak słucham?
- Myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?- odezwał się bardzo niski, niemal nie naturalny głos z drugiej strony linii.- Mam cię na oku.
Zayn wpatrywał się we mnie, bo moja mina mówiła sama za siebie. Zayn zapytał bez dźwięcznie: "kto dzwoni", ale po chwili odezwał się głos z telefonu:
- Malik ci tu nie pomoże. Nie patrz się już tak na niego.
Wtedy cała zesztywniałam. Mój rozmówca musiał mnie widzieć. Cała w strachu odwróciłam się do okna- nikogo tam nie widziałam, więc nie było opcji żeby ktoś nas widział. Wtedy w rogu sali zobaczyłam kamerę zdalnie sterowaną skierowaną prosto na mnie.
- A teraz posłuchaj mnie uważnie Miley. Nikomu nie mów z kim rozmawiałaś, bo to może ci tylko zaszkodzić.
- Czego ode mnie chcesz?
- Nie czego tylko kogo...
Odruchowo złapałam się za brzuch.
- Tak właśnie....- powiedział głos w słuchawce.
- Nigdy ci go nie dam.- niewiem czemu nazwałam moje dziecko "on" chodź jeszcze płeć nie była mi znana.
- Niedługo zmienisz zdanie...- rozłączył się
Wybuchłam histerycznym płaczem. Nie mogło do mnie dotrzeć, że najpierw ktoś próbował mi odebrać Harrego a teraz moje maleństwo. Oznaczało to tylko tyle, że nie schwytano wszystkich z tej szajki. Zayn poderwał się z miejsca i podszedł do mnie:
- Co jest Mey? Kto dzwonił?
Pamiętałam słowa mężczyzny: "Nikomu nie mów z kim rozmawiałaś, bo to może ci tylko zaszkodzić." Z tą myślą odpowiedziałam:
- Z nikim ważnym...
- To skąd ten napad płaczu?
- Wiesz mam swoje humory.
Dobrze że chociaż tym mogłam się bronić. Zayn chyba nie próbował drążyć tematu i tylko objął mnie ramieniem w geście pocieszenia. Do sali wszedł Lou:
- Przepraszam, że tak długo, ale w sekretariacie trąbili o tym, że ktoś ogłuszył jednego z ochroniarzy szpitala, który siedział przy ekranach monitoringu. Pielęgniarka mówiła, że to dopiero za 3 dni, ale mogą cię przyjąć teraz bo nie ma kolejki.
- No dobrze...
Z pomocą Zayna wstałam z łóżka i podążyłam do drzwi. W progu minęliśmy Liama.
- Znalazłeś Nialla?- zapytałam z wielką dociekliwością.
- Tak. Powiedział, że ma coś do załatwienia i wyszedł ze szpitala.- odpowiedział Liam.
Wyszłam z sali razem z Louisem i poszliśmy pod salę gdzie mieli mi zrobić USG. Cały czas chodziły mi po głowie różne myśli, ale najgłośniej w mojej głowie krzyczał jeden głos: "Niall jest wszystkiemu winny". Próbowałam go ignorować, ale stawał się to coraz trudniejsze.
Weszliśmy do sali.
- Dzień dobry. Czy panna Miley z narzeczonym?- zapytała uśmiechnięta kobieta za białym biurkiem.
- Tak.-powiedział Louis.- To Miley, a ja jestem jej przyjacielem. Jej narzeczony i ojciec dziecka leży w ciężkim stanie. To nie problem prawda?
- Nie żaden problem. Powiedz dziecko, czy chcesz aby twój przyjaciel był przy ty czy zaczekał na zewnątrz?- tu kobieta zwróciła się do mnie.
- Chcę aby był przy mnie. -odpowiedziałam.
Zapraszającym gestem kobieta wskazała na kozetkę koło aparatury USG. Położyłam się posłusznie i zagięłam bluzkę do góry ukazują już całkiem duży brzuch. Kobieta wylała mi na niego zimny, lepki płyn i rozmazała. Następnie przyłożyła część aparatu i uśmiechnęła się wodząc mi nim po brzuchu.
- No, no widać wyraźnie. Gratuluje to będzie.... ;)
(Jeśli jesteście ciekawi dalszych losów Mey i Harrego oraz płci dziecka, chcę widzieć 10 kom pod tym postem. Mało was jest!!! ;c obs pls!!! Buziaki)
- O co?- zapytał Liam.
- Bo on kupował narkotyki...
Wszyscy zamarli. Staliśmy w murowanie jeszcze przez chwilę a później Liam się odezwał:
- Przecież Hazz nigdy nie brał narkotyków.
- No i właśnie w tym cały problem. W jego organizmie nie znaleziono ani grama żadnego narkotyku.- powiedział Niall lustrując nasze twarze.
Spojrzałam na Harrego. Biedny, nie był świadom co teraz dzieje się w moim sercu i głowie. Dziecko chyba to odczuło bo zaczęło się poruszać lekko. Poczułam pierwsze kopnięcie.Mimowolnie złapałam się w brzuch w miejsce gdzie poczułam uderzenie i się uśmiechnęłam. Łzy nadal spływały mi po policzku. Cicho westchnęłam ale najwyraźniej Zayn to usłyszał:
- Co jest? Źle się czujesz?
- Nie, jest w porządku... kopnęło....- powiedziałam cicho i podniosłam wzrok na niego.
Niall podszedł do mnie i usiadł obok. Spojrzał na mnie pytającą a ja skinęłam głową. Od lekko dotknął mojego brzuch. Znów kopnęło dokładnie w tym samym miejscu gdzie on trzymał rękę. Na początku się wystraszył i zabrał rękę, po chwili powiedział:
- Chyba mnie nie lubi.
Wtedy ono się uspokoiło i już nie ruszało.
- Mam wrażenie że wręcz przeciwnie.- spojrzałam się na Nialla, złapałam go za rękę i delikatnie przyłożyła do brzuch:- Czujesz? Uspokoiło się. Lubi cię a nawet bardzo.
Niall się rozpromienił.
- Szkoda, że Harry tego nie zobaczył.- dodałam po chwili.
Niall wyraźnie spochmurniał a w jego oczach malowała się złość. Zerwał się na równe nogi i wyszedł szybkim krokiem z sali. Strasznie się zdziwiłam, ale po chwili się otrząsnęłam, bo dotarło do mnie, że Lou coś do mnie mówi.
- Słucham? Przepraszam, ale nie słyszałam co mówisz- powiedziałam.
- Kilka dni temu wspominałaś, że nie długo masz USG i poznasz płeć dziecka. Kiedy to dokładnie?- zapytał Louis.
- Ymm... jakoś w tym miesiącu. 15 czy jakoś tak..- powiedziałam i podrapałam się po głowie. Zayn słysząc to złapał się za głowe i pokiwał nią jakby mówił, że jestem głupia.
- Dziś jest 15, Mey...- powiedział Lou.- W tym szpitalu robisz badania?
- Tak a co?
- Pójdę do recepcji i zapytam, kiedy byłaś umówiona. W twojej karcie napewno to jest napisane. Jeśli dziś to pójdę z tobą ja lub Zayn.
-Ehh.. ok.
Lou wyszedł z sali. Liam również wybył pod pretekstem znalezienia Nialla, mówił że musi z nim pogadać. Zostałam sama z Zaynem i nie przytomnym Harrym. Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Nagle zadzwonił mój telefon. Bez wahania odebrałam:
- Tak słucham?
- Myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?- odezwał się bardzo niski, niemal nie naturalny głos z drugiej strony linii.- Mam cię na oku.
Zayn wpatrywał się we mnie, bo moja mina mówiła sama za siebie. Zayn zapytał bez dźwięcznie: "kto dzwoni", ale po chwili odezwał się głos z telefonu:
- Malik ci tu nie pomoże. Nie patrz się już tak na niego.
Wtedy cała zesztywniałam. Mój rozmówca musiał mnie widzieć. Cała w strachu odwróciłam się do okna- nikogo tam nie widziałam, więc nie było opcji żeby ktoś nas widział. Wtedy w rogu sali zobaczyłam kamerę zdalnie sterowaną skierowaną prosto na mnie.
- A teraz posłuchaj mnie uważnie Miley. Nikomu nie mów z kim rozmawiałaś, bo to może ci tylko zaszkodzić.
- Czego ode mnie chcesz?
- Nie czego tylko kogo...
Odruchowo złapałam się za brzuch.
- Tak właśnie....- powiedział głos w słuchawce.
- Nigdy ci go nie dam.- niewiem czemu nazwałam moje dziecko "on" chodź jeszcze płeć nie była mi znana.
- Niedługo zmienisz zdanie...- rozłączył się
Wybuchłam histerycznym płaczem. Nie mogło do mnie dotrzeć, że najpierw ktoś próbował mi odebrać Harrego a teraz moje maleństwo. Oznaczało to tylko tyle, że nie schwytano wszystkich z tej szajki. Zayn poderwał się z miejsca i podszedł do mnie:
- Co jest Mey? Kto dzwonił?
Pamiętałam słowa mężczyzny: "Nikomu nie mów z kim rozmawiałaś, bo to może ci tylko zaszkodzić." Z tą myślą odpowiedziałam:
- Z nikim ważnym...
- To skąd ten napad płaczu?
- Wiesz mam swoje humory.
Dobrze że chociaż tym mogłam się bronić. Zayn chyba nie próbował drążyć tematu i tylko objął mnie ramieniem w geście pocieszenia. Do sali wszedł Lou:
- Przepraszam, że tak długo, ale w sekretariacie trąbili o tym, że ktoś ogłuszył jednego z ochroniarzy szpitala, który siedział przy ekranach monitoringu. Pielęgniarka mówiła, że to dopiero za 3 dni, ale mogą cię przyjąć teraz bo nie ma kolejki.
- No dobrze...
Z pomocą Zayna wstałam z łóżka i podążyłam do drzwi. W progu minęliśmy Liama.
- Znalazłeś Nialla?- zapytałam z wielką dociekliwością.
- Tak. Powiedział, że ma coś do załatwienia i wyszedł ze szpitala.- odpowiedział Liam.
Wyszłam z sali razem z Louisem i poszliśmy pod salę gdzie mieli mi zrobić USG. Cały czas chodziły mi po głowie różne myśli, ale najgłośniej w mojej głowie krzyczał jeden głos: "Niall jest wszystkiemu winny". Próbowałam go ignorować, ale stawał się to coraz trudniejsze.
Weszliśmy do sali.
- Dzień dobry. Czy panna Miley z narzeczonym?- zapytała uśmiechnięta kobieta za białym biurkiem.
- Tak.-powiedział Louis.- To Miley, a ja jestem jej przyjacielem. Jej narzeczony i ojciec dziecka leży w ciężkim stanie. To nie problem prawda?
- Nie żaden problem. Powiedz dziecko, czy chcesz aby twój przyjaciel był przy ty czy zaczekał na zewnątrz?- tu kobieta zwróciła się do mnie.
- Chcę aby był przy mnie. -odpowiedziałam.
Zapraszającym gestem kobieta wskazała na kozetkę koło aparatury USG. Położyłam się posłusznie i zagięłam bluzkę do góry ukazują już całkiem duży brzuch. Kobieta wylała mi na niego zimny, lepki płyn i rozmazała. Następnie przyłożyła część aparatu i uśmiechnęła się wodząc mi nim po brzuchu.
- No, no widać wyraźnie. Gratuluje to będzie.... ;)
(Jeśli jesteście ciekawi dalszych losów Mey i Harrego oraz płci dziecka, chcę widzieć 10 kom pod tym postem. Mało was jest!!! ;c obs pls!!! Buziaki)
piątek, 25 lipca 2014
Rozdział XXVI
-Pojechał na salę operacyjną nr 4.
- Dziękujemy.
Poszliśmy pod wskazaną salę i teraz pozostało nam tylko czekać. Siedzieliśmy pod salą długo. Ja cały czas płakałam, aż ze zmęczenia zasnęłam na podłodze. Obudził mnie Liam:
- Skończyli operować Harrego...
- I..? Wyjdzie z tego?- zapytałam momentalnie wstając z podłogi.
- Tak... tylko... ym..- Liamowi splynęła łza po policzku. Widząc to zaczęłam płakać, to nie wróżyło nic dobrego.
- Dziękujemy.
Poszliśmy pod wskazaną salę i teraz pozostało nam tylko czekać. Siedzieliśmy pod salą długo. Ja cały czas płakałam, aż ze zmęczenia zasnęłam na podłodze. Obudził mnie Liam:
- Skończyli operować Harrego...
- I..? Wyjdzie z tego?- zapytałam momentalnie wstając z podłogi.
- Tak... tylko... ym..- Liamowi splynęła łza po policzku. Widząc to zaczęłam płakać, to nie wróżyło nic dobrego.
- Harry żyje, ale... ymmm... jest w stanie podobnym do śpiączki. Kiedy się wybudzi nie będzie potrzebował rehabilitacji, ale jest nie przytomny i nie wiadomo kiedy się wybudzi...-dokończył Liam.
Opadłam na podlogę i płakałam. Liam mnie podniósł i powiedział, że zaprowadzi mnie do Harrego. Lekarz nas wpuścił, bo wiedział, że jesteśmy jego najbliższymi. Podeszłam do łóżka, na ktorym on leżał. Wyglądał jakby spał, podobnie jak w domu.
Ustałam przy łóżku i patrzyłam jak Harry "śpi" niczego nie świadom. Pocałowałam go w czoło i odgarnęłam jego włosy z twarzy, mówiąc:
- Wszystko będzie dobrze kochanie. Zobaczysz...
Usiadłam na łóżku i patrząc na niego, głaskałam się po brzuchu. Łzy mimowolnie spływały mi po twarzy. Siedzieliśmy z Liamem w ciszy gdy wszedł Zayn i Louis. Ich miny tłumaczyła wszystko:
Podeszli do łóżka i Lou powiedział:
- Już wszystko wiemy...
Najpierw on mnie przytulił a później Zayn.
- A co jeśli Harry nie wybudzi się przed twoim porodem?- zapytał Zayn.
- Nie wiem. Będę musiała dać sobie rade sama.- odpowiedziałam.
- Nie ma opcji. My i dziewczyny ci pomożemy. a w ogóle to w którym miesiącu jesteś?- zapytał Louis.
- Ymmm... 4..- odpowiedzialam.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o moim dziecku gdy wszedł Niall. Podszedł do krzesła stojącego na przeciwko mnie i patrzył na mnie. Na Harrego nawet nie spojrzał.
Łzy napłynęły mi do oczu. On podszedł do mnie i mnie mocno przytulił. Poczułam się lepiej.
- Policja złapała ich i już wiem, czemu porwali Harrego.-powiedział Niall.
- O co?- zapytał Liam.
- Bo on... ;)
(Przepraszam, że rozdział taki króciutki, ale mam mało czasu. Czemu tak mało obs.? ;c Jeśli ci się podoba---> obs. Wasze komentarze mnie bardzo motywują, ale wiecie są wakacje i mało jestem w domu)
sobota, 19 lipca 2014
Rozdział XXV
-Może jeszcze da się coś zrobić.- powiedział Niall.
- Nie już nic się nie da zrobić.-powiedział Liam.
- Jak nie? Mam plan... powiedział Niall.
- Niby jaki?- zapytał Liam.
- Damy im wydrukowane z internetu bilety lotnicze a na dzień ich "odlotu" damy cynk policji i ich zgarną. My zabierzemy Harrego i po sprawie.- powiedział Niall.
- A co z tym numerem?- zapytała Liam.
- Podamy im mój numer. Ja wyciszę telefo że gdyby w razie chciał sprawdzić czy numer jest prawdziwy to będzie sygnał- powiedział Niall.
~~ 19:59~~
Liam i ja byliśmy już w umówionym miejscu. Podjechał czarny wan i wysiadł z niego bardzo elegancko ubrany facet.
- Macie?- powiedział.
Liam zrobił krok w jego kierunku.
- Pokażcie, że macie Harrego.- powiedział Liam.
Jakiś inny facet wyciągnął ledwo żywego chłopaka. Gdy podniósł głowę i spojrzał na mnie tak jakby wrócił do życia.
- Oddamy wam chłopaka jak dacie bilety i numer.-powiedział jeden z nich.
Liam podszedł i dał im to. Facet który go trzymał popchnął Harrego a ten upadł na ziemie. Chcieliśmy go podnieść, ale ich szef nas zatrzymał:
- To na pewno jest numer do Tiago? On jest w Meksyku więc czemu numer zaczyna się tak jak nasze? Myśleliście że jestem głupi?!
Mężczyzna wyciągnął broń i wymierzył we mnie.
Nagle zawyły policyjne koguty. Oni się spłoszyli i strzelili w Harrego. Dostał w ramie. Wsiedli w popłochu do wana i odjechali zostawiając nas samych. Podbiegłam do Harrego, który leżał na ziemi. Podjechali policjanci i jeden zadzwonili po karetkę w tym czasie drugi robił co mogł by utrzymać chłopaka przy życiu.
Ja już nie płakałam.Serce mi waliło jak oszalałe ale nie płakałam.
- Skąd policja wiedziała, o tym? - zapytałam Liama.
- Niall dał im cynk.- odpowiedział.
Przyjechała karetka i zabrała Harrego do szpitala. My pojechaliśmy za nimi.
~~~~ W SZPITALU~~~~
- Przepraszam. W której sali leży Harry Styles?- zapytałam.
- Przepraszam, ale nie moge udzielać takich informacji ze względu na to iż pan Styles jest sławny.- powiedziała pielęgniarka.
- Jestem Liam Payne i jestem 1/5 zespołu One Direction. Mój przyjaciel niedawno tu przyjechał. Dziewczyna obok to jego narzeczona, która nosi jego dziecko. Zapytamy jeszcze raz: gdzie leży Harry Styles?
- Pojechał na sale operacyjną nr 4.
- Dziękujemy.
Poszliśmy przed wskazaną salę i teraz pozostało nam tylko czekać...
- Nie już nic się nie da zrobić.-powiedział Liam.
- Jak nie? Mam plan... powiedział Niall.
- Niby jaki?- zapytał Liam.
- Damy im wydrukowane z internetu bilety lotnicze a na dzień ich "odlotu" damy cynk policji i ich zgarną. My zabierzemy Harrego i po sprawie.- powiedział Niall.
- A co z tym numerem?- zapytała Liam.
- Podamy im mój numer. Ja wyciszę telefo że gdyby w razie chciał sprawdzić czy numer jest prawdziwy to będzie sygnał- powiedział Niall.
~~ 19:59~~
Liam i ja byliśmy już w umówionym miejscu. Podjechał czarny wan i wysiadł z niego bardzo elegancko ubrany facet.
- Macie?- powiedział.
Liam zrobił krok w jego kierunku.
- Pokażcie, że macie Harrego.- powiedział Liam.
Jakiś inny facet wyciągnął ledwo żywego chłopaka. Gdy podniósł głowę i spojrzał na mnie tak jakby wrócił do życia.
- Oddamy wam chłopaka jak dacie bilety i numer.-powiedział jeden z nich.
Liam podszedł i dał im to. Facet który go trzymał popchnął Harrego a ten upadł na ziemie. Chcieliśmy go podnieść, ale ich szef nas zatrzymał:
- To na pewno jest numer do Tiago? On jest w Meksyku więc czemu numer zaczyna się tak jak nasze? Myśleliście że jestem głupi?!
Mężczyzna wyciągnął broń i wymierzył we mnie.
Nagle zawyły policyjne koguty. Oni się spłoszyli i strzelili w Harrego. Dostał w ramie. Wsiedli w popłochu do wana i odjechali zostawiając nas samych. Podbiegłam do Harrego, który leżał na ziemi. Podjechali policjanci i jeden zadzwonili po karetkę w tym czasie drugi robił co mogł by utrzymać chłopaka przy życiu.
Ja już nie płakałam.Serce mi waliło jak oszalałe ale nie płakałam.
- Skąd policja wiedziała, o tym? - zapytałam Liama.
- Niall dał im cynk.- odpowiedział.
Przyjechała karetka i zabrała Harrego do szpitala. My pojechaliśmy za nimi.
~~~~ W SZPITALU~~~~
- Przepraszam. W której sali leży Harry Styles?- zapytałam.
- Przepraszam, ale nie moge udzielać takich informacji ze względu na to iż pan Styles jest sławny.- powiedziała pielęgniarka.
- Jestem Liam Payne i jestem 1/5 zespołu One Direction. Mój przyjaciel niedawno tu przyjechał. Dziewczyna obok to jego narzeczona, która nosi jego dziecko. Zapytamy jeszcze raz: gdzie leży Harry Styles?
- Pojechał na sale operacyjną nr 4.
- Dziękujemy.
Poszliśmy przed wskazaną salę i teraz pozostało nam tylko czekać...
poniedziałek, 7 lipca 2014
Rozdział XXIV
Mamy 48 godzin aby dostarczyć go na komisariat. Musimy go odbić z rąk tamtych osiłków. Mamy mało czasu...
Wróciliśmy do domów. Ja pojechałam do Zayna i Perrie bo w domu Harrego nie dało się mieszkać. Drugiego dnia poszłam z dziewczynami i Liamem posprzątać mieszkanie. Pozbieraliśmy stłuczone szkło, śmieci i ustawiliśmy meble. Przy wycieraniu ścian z farby Liam zauważył coś dziwnego. Domyśliliśmy się,że wandal był leworęczny. Ten wniosek z tego, że wszystkie napisy były rozmazane w prawą stronę. Poprostu za każdym razem przeciągał ręką po napisie. Jednak nie to było najdziwniejsze. W zdaniu: "I will kill U!" zauważyłam podwójne "l", które jest bardzo charakterystyczne dla Niall. Wygląda mniej więcej tak:
W pierwszej chwili myślałam, ze własnie dlatego nie obcych odcisków palców, bo to zrobił Niall, ale później sie otrząsnęłam i pomyślałam, że to nie możliwe. Ta myśl cały czas chodziła mi po głowie. Zadzwonił telefon Liama. Był zdziwiony.
- Dzwonisz do mnie Mey?- zapytał unosząc jedna brew.
- Nie... a czemu. O matko to Harry!- podbiegłam szybko do Liama a ten odebrał i włączył na głośnik.
- Halo? Harry to ty?- powiedział Liam.
- Myśleliście, że jesteśmy aż tak tępi? Hahahaha dobry żart.- to był ten gościu, który porwał Harrego.
- Oddajcie Harrego w spokoju! Po co wam on?- krzyknęłam.
- Nam po nic. My tylko wykonujemy zlecenia.
- Czyje?!- krzyknął Liam.
- Hahaha Liam trzymaj nerwy na wodzy. Oddamy wam Harrego. Macie bilety?
Liam zbladł jak ściana. Skąd on znał jego imie?
- Tak mamy- skłamałam.
- Spotkajmy się tam gdzie ostatnio. Tym razem weź ze sobą Liama. Przyda ci się żeby wciągnąć zwłoki Harrego. Jutro o 20.- piiiiiiii. Rozłączył się.
Zwłoki? Wybuchłam płaczem. Liam zadzwonił po reszte chłopaków, po Nialla też. Wszyscy zjawili się w mgnieniu oka. Ku mojemu zdziwieniu Niall był pierwszy. Gdy zobaczył, że płacze nawet nie pytał co się stało tylko podszedł do mnie i czule mnie przytulił.
- Kocham cie kotuś. Nie płacz już. Zobaczysz, że wyciągniemy Harrego stamtąd nawet jeśli miałby mi cię zabrać na zawsze. Byle byś tylko była szczęśliwa.- powiedział Niall.
Bardzo mnie to zdziwiło bo to brzmiało całkiem szczerze.
Nagle zadzwonił jego telefon. Wyjął go z kieszeni i gdy zobaczył kto dzwoni, wypuścił mnie z objęć i odszedł od nas.Wszedł do łazienki. Nie mogłam oprzeć się pokusie i poszłam podsłuchać jego rozmowę.
Niall mówił coś, że chce to cofnąć i że nie może być jeszcze za późno. Przestał mówić i głos z telefonu powiedział, że już za późno i teraz czeka na bilet.
To było jednoznaczne. To Niall stoi za tym wszystkim. Odeszłam do salonu i znów zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć, że to Niall za ty wszystkim stoi.
- Musimy kupić te bilety.- powiedział Liam.
Niall usiadł na fotelu i myślał o czymś.Wtedy ja postanowiłam dyskretnie powiedzieć mu, że źle, bardzo źle zrobił.
- Nie mogę uwierzyć, że ktoś nie chce mi oddać Harrego. Chyba nie wie ile on dla mnie znaczy. Przecież on nic nie zrobił.- powiedziałam.
Mina Niall zrzedła.
- Może jeszcze da się coś zrobić.- powiedział Niall.
- Nie już nic się nie da zrobić.- powiedział Liam.
- Jak nie? Mam plan....-powiedział Niall.
(Kolejny dział będzie kiedy zobaczę pod tym rozdziałem 10 komentarzy ;)
P.S. http://you-have-got-lucky.blogspot.de/ ZAPRASZAM ;) )
Wróciliśmy do domów. Ja pojechałam do Zayna i Perrie bo w domu Harrego nie dało się mieszkać. Drugiego dnia poszłam z dziewczynami i Liamem posprzątać mieszkanie. Pozbieraliśmy stłuczone szkło, śmieci i ustawiliśmy meble. Przy wycieraniu ścian z farby Liam zauważył coś dziwnego. Domyśliliśmy się,że wandal był leworęczny. Ten wniosek z tego, że wszystkie napisy były rozmazane w prawą stronę. Poprostu za każdym razem przeciągał ręką po napisie. Jednak nie to było najdziwniejsze. W zdaniu: "I will kill U!" zauważyłam podwójne "l", które jest bardzo charakterystyczne dla Niall. Wygląda mniej więcej tak:
W pierwszej chwili myślałam, ze własnie dlatego nie obcych odcisków palców, bo to zrobił Niall, ale później sie otrząsnęłam i pomyślałam, że to nie możliwe. Ta myśl cały czas chodziła mi po głowie. Zadzwonił telefon Liama. Był zdziwiony.
- Dzwonisz do mnie Mey?- zapytał unosząc jedna brew.
- Nie... a czemu. O matko to Harry!- podbiegłam szybko do Liama a ten odebrał i włączył na głośnik.
- Halo? Harry to ty?- powiedział Liam.
- Myśleliście, że jesteśmy aż tak tępi? Hahahaha dobry żart.- to był ten gościu, który porwał Harrego.
- Oddajcie Harrego w spokoju! Po co wam on?- krzyknęłam.
- Nam po nic. My tylko wykonujemy zlecenia.
- Czyje?!- krzyknął Liam.
- Hahaha Liam trzymaj nerwy na wodzy. Oddamy wam Harrego. Macie bilety?
Liam zbladł jak ściana. Skąd on znał jego imie?
- Tak mamy- skłamałam.
- Spotkajmy się tam gdzie ostatnio. Tym razem weź ze sobą Liama. Przyda ci się żeby wciągnąć zwłoki Harrego. Jutro o 20.- piiiiiiii. Rozłączył się.
Zwłoki? Wybuchłam płaczem. Liam zadzwonił po reszte chłopaków, po Nialla też. Wszyscy zjawili się w mgnieniu oka. Ku mojemu zdziwieniu Niall był pierwszy. Gdy zobaczył, że płacze nawet nie pytał co się stało tylko podszedł do mnie i czule mnie przytulił.
- Kocham cie kotuś. Nie płacz już. Zobaczysz, że wyciągniemy Harrego stamtąd nawet jeśli miałby mi cię zabrać na zawsze. Byle byś tylko była szczęśliwa.- powiedział Niall.
Bardzo mnie to zdziwiło bo to brzmiało całkiem szczerze.
Nagle zadzwonił jego telefon. Wyjął go z kieszeni i gdy zobaczył kto dzwoni, wypuścił mnie z objęć i odszedł od nas.Wszedł do łazienki. Nie mogłam oprzeć się pokusie i poszłam podsłuchać jego rozmowę.
Niall mówił coś, że chce to cofnąć i że nie może być jeszcze za późno. Przestał mówić i głos z telefonu powiedział, że już za późno i teraz czeka na bilet.
To było jednoznaczne. To Niall stoi za tym wszystkim. Odeszłam do salonu i znów zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć, że to Niall za ty wszystkim stoi.
- Musimy kupić te bilety.- powiedział Liam.
Niall usiadł na fotelu i myślał o czymś.Wtedy ja postanowiłam dyskretnie powiedzieć mu, że źle, bardzo źle zrobił.
- Nie mogę uwierzyć, że ktoś nie chce mi oddać Harrego. Chyba nie wie ile on dla mnie znaczy. Przecież on nic nie zrobił.- powiedziałam.
Mina Niall zrzedła.
- Może jeszcze da się coś zrobić.- powiedział Niall.
- Nie już nic się nie da zrobić.- powiedział Liam.
- Jak nie? Mam plan....-powiedział Niall.
(Kolejny dział będzie kiedy zobaczę pod tym rozdziałem 10 komentarzy ;)
P.S. http://you-have-got-lucky.blogspot.de/ ZAPRASZAM ;) )
sobota, 5 lipca 2014
Rozdział XXIII
Odciski oakców Nie mogłam patrzeć na ten syf i posprzątałam go. Koło 15 Niall sie przebudził i sie zaczęło.
- Gdzie ty byłaś? Po nocy ci sie zachciało szlajać! powiedział Niall.
- Tak sie składa, że gdy ciebie nie było ja martwiłam sie a ty masz do mnie wąty? Spałam u Zayna i Perrie. Nie pasuje ci coś ?
- Cały czas jesteś gdzieś z nimi. Może wolała byś żeby to Zayn z tobą mieszkał ?
- On przynajmniej by mnie jakoś szanował. Wiesz co ? Mam cie dość. Mam klucze do mieszkania Harrego i tam zamieszkam.
- Ależ prosze bardzo. Jeszcze tu wrócisz. One zawsze wracają.
- Czy ty sugerujesz że jestem jedną z wielu? Hahahaha grubo sie mylisz i ja ci to udowodnie.
Gdy już szłam w kierunku drzwi, Niall złapał mnie za ręke i i przeprosił mnie. Ja miałam gdzieś jego przeprosiny. Wyrwałam ręke z jego uścisku i wyszłam trzaskając drzwiami. Poprosiłam Liama żeby przywiózł mi moje rzeczy. Mówił mi że Niall zrobił mu awanture ale Liam sie nie przejoł.bo jego przyjaciel byl wtedy pijany. Zanim pojechałam do domu Harrego zostałam z Sophie u niej i tam czekałam na Liama. Zawiózł mnie do domu i gdy weszłam nie wierzyłam własnym oczom. Wszystko było w opłakanym stanie: meble były doszczętnie zniszczone, ściany pomalowane sprejami a szkło i elektronika potłuczona. Gdyby to była próba kradzieży to sprzęty AGD i RTV by zniknęły ale to było zniszczone. Najbardziej jednak mnie zdziwiło to że włamywacz nie nie zniszczyl drzwi ani okien wchodząc do środka. Pierwszą myślą było to, że miał wytrych i tak otworzył drzwi ale w taki czy inny sposób musiałby sie włączyć alarm a wtedy przyjechałaby ochrona. Ktoś by zadzwonił do najbliższych Harrego gdyby ten nie odbierał i powiadomiłby o włamie. Nic takiego nie mialo miejsca. Ten ktoś musiał znać kod do zdjęcia alarmu. Coś tu jest nie tak.
Zadzwoniłam na policje a ci przyjechali natychmiastowo.
Dokładnie i ostrożnie przeszukali dom. Nie znaleźli śladów włamania ani żadnych obcych odcisków palców. Czyli albo ktoś pracował w rękawiczkach albo to ktoś bliski...
Zadzwoniłam w pierwszej kolejności do Perrie. Przyjechała bardzo szybko. Po drodze zadzwoniła do chłopaków i wszyscy, oprócz Nialla, byli pod domem Harrego.
- Musimy zabrać państwa na komende aby pobrać odciski palcówi i porównać do tych, ktore zostały znalezione w mieszkaniu państwa Styles. Pani nie musi jechać.- powiedział policjan zwracając sie do mnie.
- Pojade, bo chce być przy tym. I tak na marginesie nie nazywam sie Styles. Nie jestem rodziną właściciela. Jeszcze... -odpowiedziałam.
Wszyscy pojechaliśmy na komisariat gdzie pobrano wszystkim (mi też tak dla zasady bo nie jestem żoną Harrego) odciski palców. Teraz czekaliśmy pon: jedną z nich bhł Harry a drugą zapewne Niilaad 1.5 godziny na wyniki. Okazało sie że brakuje odcisków palca dwóch osób: jedną z nich był Harry a drugą za pewne Niall. Zadzwonili do niego i za 19 minut już był. Rzucił na mnie dziwne spojrzenie i poszedł z policjantem.
To były jego odciski. Można powiedzieć że jesteśmy w dupie, bo nie było Harrego a trzeba też jego odcisków. Nie mogliśmy też im powiedzieć ze został porwany. Mamy 48 godzin aby dostarczyć go ma komisariat. Musimy go odbić z rąk tamtych osiłków. Mamy mało czasu...
(Teraz bd pisała o wiele częsciej. Dziś też krótki rozdział bo dopiero dziś w nocy dojechałam do nowego miejsca zamieszkania: Offenbach- Niemch :\)
- Gdzie ty byłaś? Po nocy ci sie zachciało szlajać! powiedział Niall.
- Tak sie składa, że gdy ciebie nie było ja martwiłam sie a ty masz do mnie wąty? Spałam u Zayna i Perrie. Nie pasuje ci coś ?
- Cały czas jesteś gdzieś z nimi. Może wolała byś żeby to Zayn z tobą mieszkał ?
- On przynajmniej by mnie jakoś szanował. Wiesz co ? Mam cie dość. Mam klucze do mieszkania Harrego i tam zamieszkam.
- Ależ prosze bardzo. Jeszcze tu wrócisz. One zawsze wracają.
- Czy ty sugerujesz że jestem jedną z wielu? Hahahaha grubo sie mylisz i ja ci to udowodnie.
Gdy już szłam w kierunku drzwi, Niall złapał mnie za ręke i i przeprosił mnie. Ja miałam gdzieś jego przeprosiny. Wyrwałam ręke z jego uścisku i wyszłam trzaskając drzwiami. Poprosiłam Liama żeby przywiózł mi moje rzeczy. Mówił mi że Niall zrobił mu awanture ale Liam sie nie przejoł.bo jego przyjaciel byl wtedy pijany. Zanim pojechałam do domu Harrego zostałam z Sophie u niej i tam czekałam na Liama. Zawiózł mnie do domu i gdy weszłam nie wierzyłam własnym oczom. Wszystko było w opłakanym stanie: meble były doszczętnie zniszczone, ściany pomalowane sprejami a szkło i elektronika potłuczona. Gdyby to była próba kradzieży to sprzęty AGD i RTV by zniknęły ale to było zniszczone. Najbardziej jednak mnie zdziwiło to że włamywacz nie nie zniszczyl drzwi ani okien wchodząc do środka. Pierwszą myślą było to, że miał wytrych i tak otworzył drzwi ale w taki czy inny sposób musiałby sie włączyć alarm a wtedy przyjechałaby ochrona. Ktoś by zadzwonił do najbliższych Harrego gdyby ten nie odbierał i powiadomiłby o włamie. Nic takiego nie mialo miejsca. Ten ktoś musiał znać kod do zdjęcia alarmu. Coś tu jest nie tak.
Zadzwoniłam na policje a ci przyjechali natychmiastowo.
Dokładnie i ostrożnie przeszukali dom. Nie znaleźli śladów włamania ani żadnych obcych odcisków palców. Czyli albo ktoś pracował w rękawiczkach albo to ktoś bliski...
Zadzwoniłam w pierwszej kolejności do Perrie. Przyjechała bardzo szybko. Po drodze zadzwoniła do chłopaków i wszyscy, oprócz Nialla, byli pod domem Harrego.
- Musimy zabrać państwa na komende aby pobrać odciski palcówi i porównać do tych, ktore zostały znalezione w mieszkaniu państwa Styles. Pani nie musi jechać.- powiedział policjan zwracając sie do mnie.
- Pojade, bo chce być przy tym. I tak na marginesie nie nazywam sie Styles. Nie jestem rodziną właściciela. Jeszcze... -odpowiedziałam.
Wszyscy pojechaliśmy na komisariat gdzie pobrano wszystkim (mi też tak dla zasady bo nie jestem żoną Harrego) odciski palców. Teraz czekaliśmy pon: jedną z nich bhł Harry a drugą zapewne Niilaad 1.5 godziny na wyniki. Okazało sie że brakuje odcisków palca dwóch osób: jedną z nich był Harry a drugą za pewne Niall. Zadzwonili do niego i za 19 minut już był. Rzucił na mnie dziwne spojrzenie i poszedł z policjantem.
To były jego odciski. Można powiedzieć że jesteśmy w dupie, bo nie było Harrego a trzeba też jego odcisków. Nie mogliśmy też im powiedzieć ze został porwany. Mamy 48 godzin aby dostarczyć go ma komisariat. Musimy go odbić z rąk tamtych osiłków. Mamy mało czasu...
(Teraz bd pisała o wiele częsciej. Dziś też krótki rozdział bo dopiero dziś w nocy dojechałam do nowego miejsca zamieszkania: Offenbach- Niemch :\)
czwartek, 26 czerwca 2014
Rozdział XXII
- To może mi powiesz?
- Nie!
Jego odpowiedź mnie zadziwiła. Przewróciłam oczami i poszłam spać do innego pokoju. On nawet za mną nie poszedł.
Nie spałam prawie całą noc, tylko nad ranem udało mi się zasnąć. Koło 13 otworzyłam oczy i zeszłam na dół. W całym domu ani żywej duszy. Żadnej kartki, smsa- nic. Zaczęłam się martwić, więc zadzwoniłam do Nialla, ale nie odebrał. Pomyślałam, że po prostu jest na próbie i zapomniał mi powiedzieć, więc napisałam do Zayna, ale on powiedział, ze dziś żadnej próby nie ma. Martwiłam się, ale z drugiej strony Niall jest dorosły i wie co robi. Poszłam do kuchni i zjadłam śniadanie, usiadłam na kanapie i włączyłam TV. Nie za bardzo chciało mi się ubrać i stwierdziłam, że daruję sobie tę przyjemność i posiedzę w piżamie.
Kolo 16 ruszyłam dupę z kanapy i poszłam się ubrać
Wybrałam się do Perrie, ale jej nie było w domu. Zayn zaprosił mnie na kawę. Siedzieliśmy w kuchni i gadaliśmy. Piliśmy już po trzeciej kawie, cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Nie zauważyliśmy kiedy się ściemniło. Jak wstawałam zrobiło mi się słabo i prawie zemdlałam, na szczęście Zayn ma świetny refleks i mnie złapał. Powiedział, że lepiej będzie jak będę tu dziś spała a jutro rano odwiezie mnie do domu. Zgodziłam się bo nie miałam siły nawet podejść do kanapy. Zayn zaniósł mnie na piętro do pokoju gościnnego i położył na łóżku. Leżałam tak przez chwilę i postanowiłam zadzwonić jeszcze raz do Nialla z telefony domowego. Zadzwoniłam, ale znów nie odebrał. "Sraj się"- pomyślałam i momentalnie zasnęłam.
~~~~ RANO ~~~~
Otworzyłam oczy a przede mną na krześle leżały ubrania od Perrie, które mam założyć.
Wzięłam ja i poszłam pod prysznic. Odprężyłam się pod ciepłą wodą, wysuszyłam włosy, ubrałam się i malowałam. Zeszłam na dół a tam czekało już na mnie śniadanie.
- Dzień dobry- powiedział Zayn.
- Hejo.- odpowiedziałam.
- Siadaj i jedz. Perrie musiała już jechać do studia. Jak chcesz to po śniadaniu możemy tam jechać.
- Nie wolę po śniadaniu jechać do domu.
- OK.
Zjadałam śniadanie i Zayn zawiózł mnie do domu.
Podziękowałam mu i weszłam do środka. To co zobaczyłam przerastało moją wyobraźnie. Dom wyglądał jak po przejściu tornada. A najgorsze było to, że na kanapie leżał kompletnie pijany Niall- spał. Dookoła niego leżały puste puszki po piwach. Byłam tak wkurwiona tym widokiem, że trzasnęłam drzwiami tak mocno, że zabrzęczało mi w uszach a on nawet się nie przekręcił. Spał jak kamień. Podeszłam bliżej żeby sprawdzić czy na pewno śpi i oddycha. Tak. Jest najebany jak samolot.
Nie mogłam patrzeć na ten syf i posprzątałam go. Koło 15 Niall się przebudził i się zaczęło...
(Przepraszam, że tak długo nie pisze a rozdziały są krótkie, ale obiecuję, że jak tylko się przeprowadzę bd pisała częściej. Lofki <33 )
- Nie!
Jego odpowiedź mnie zadziwiła. Przewróciłam oczami i poszłam spać do innego pokoju. On nawet za mną nie poszedł.
Nie spałam prawie całą noc, tylko nad ranem udało mi się zasnąć. Koło 13 otworzyłam oczy i zeszłam na dół. W całym domu ani żywej duszy. Żadnej kartki, smsa- nic. Zaczęłam się martwić, więc zadzwoniłam do Nialla, ale nie odebrał. Pomyślałam, że po prostu jest na próbie i zapomniał mi powiedzieć, więc napisałam do Zayna, ale on powiedział, ze dziś żadnej próby nie ma. Martwiłam się, ale z drugiej strony Niall jest dorosły i wie co robi. Poszłam do kuchni i zjadłam śniadanie, usiadłam na kanapie i włączyłam TV. Nie za bardzo chciało mi się ubrać i stwierdziłam, że daruję sobie tę przyjemność i posiedzę w piżamie.
Kolo 16 ruszyłam dupę z kanapy i poszłam się ubrać
Wybrałam się do Perrie, ale jej nie było w domu. Zayn zaprosił mnie na kawę. Siedzieliśmy w kuchni i gadaliśmy. Piliśmy już po trzeciej kawie, cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Nie zauważyliśmy kiedy się ściemniło. Jak wstawałam zrobiło mi się słabo i prawie zemdlałam, na szczęście Zayn ma świetny refleks i mnie złapał. Powiedział, że lepiej będzie jak będę tu dziś spała a jutro rano odwiezie mnie do domu. Zgodziłam się bo nie miałam siły nawet podejść do kanapy. Zayn zaniósł mnie na piętro do pokoju gościnnego i położył na łóżku. Leżałam tak przez chwilę i postanowiłam zadzwonić jeszcze raz do Nialla z telefony domowego. Zadzwoniłam, ale znów nie odebrał. "Sraj się"- pomyślałam i momentalnie zasnęłam.
~~~~ RANO ~~~~
Otworzyłam oczy a przede mną na krześle leżały ubrania od Perrie, które mam założyć.
Wzięłam ja i poszłam pod prysznic. Odprężyłam się pod ciepłą wodą, wysuszyłam włosy, ubrałam się i malowałam. Zeszłam na dół a tam czekało już na mnie śniadanie.
- Dzień dobry- powiedział Zayn.
- Hejo.- odpowiedziałam.
- Siadaj i jedz. Perrie musiała już jechać do studia. Jak chcesz to po śniadaniu możemy tam jechać.
- Nie wolę po śniadaniu jechać do domu.
- OK.
Zjadałam śniadanie i Zayn zawiózł mnie do domu.
Podziękowałam mu i weszłam do środka. To co zobaczyłam przerastało moją wyobraźnie. Dom wyglądał jak po przejściu tornada. A najgorsze było to, że na kanapie leżał kompletnie pijany Niall- spał. Dookoła niego leżały puste puszki po piwach. Byłam tak wkurwiona tym widokiem, że trzasnęłam drzwiami tak mocno, że zabrzęczało mi w uszach a on nawet się nie przekręcił. Spał jak kamień. Podeszłam bliżej żeby sprawdzić czy na pewno śpi i oddycha. Tak. Jest najebany jak samolot.
Nie mogłam patrzeć na ten syf i posprzątałam go. Koło 15 Niall się przebudził i się zaczęło...
(Przepraszam, że tak długo nie pisze a rozdziały są krótkie, ale obiecuję, że jak tylko się przeprowadzę bd pisała częściej. Lofki <33 )
poniedziałek, 26 maja 2014
Rozdział XXI
Do domu wszedł Niall. Wszyscy rzucili na niego dziwne spojrzenie.
-Co?- zapytał Niall.
- Nic. Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam.
- Bo.... Ymmm...musiałem zaczepić i jedno miejsce.- plątał się Niall.
To było podejrzane, ale ufam mu...chyba...
Niall nawet nie podszedł do mnie żeby mnie przeprosić, że nie przywiózł mnie tu. Nawet nie zapytał czy nic mi nie jest. Poszedł prosto do łazienki. Louis zaproponował żebym spała dziś u niego i El, ale ja nie chciałam. Wszyscy już się rozeszli. Ja poszłam do sypialni, którą dzielę z Niallem. Założyłam piżamę i usiadłam na brzegu łóżka- tyłem do drzwi. Usłyszałam Jak Niall wchodzi do pokoju. Chłopak wszedł na łóżko i objął mnie w tali. Ja wstałam i ustałam na przeciwko niego.
- Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam patrząc podejrzliwie.
- No mówiłem, że musiałem coś załatwić.- odpowiedział.
- Coś czyli co?
- Czemu pytasz? Nie ufasz mi?
- Ufam, ale nie było cię w czasie gdy mogło się nam wszystkim coś stać.
- Co?
- Napadli nas. Uratowałam sytuacje i dzięki temu żyjemy.
- Aha.-odpowiedział spokojnie. Zadziwiło mnie to, bo przecież mogło mi się coś stać. A w najgorszym przypadku, mogłam poronić.
- Chyba mało cię to obchodzi.-powiedziałam i usiadłam tyłem do niego żeby nie widział jak łzy napływają mi do oczu.
- Obchodzi. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Tylko nie rozumiem czemu tak uganiasz się za Harrym.
- Bo jest ojcem mojego dziecka i chce żeby ono znało ojca. Harry będzie je kochał.
Niall zareagował bardzo spokojnie, powiedział tylko:
- Spokojnie, znajdziemy go.
Zaczął całować mnie po ramieniu powoli zmierzając ku szyi i szczęce. Później policzek i jego usta spoczęły na moich. Jego pocałunki były delikatne i czułe. Ja jednak cały czas myślałam o Harrym i tam, jak on całował. Jego pocałunki były inne niż Nialla, były agresywne i tak jakby cały czas pragnął mnie coraz więcej.
Niall złapał za moją koszulkę chciał ją zdjąć, ale ja go zatrzymałam. Spojrzał na mnie tak jakbym była jego matką i zabrała mu nagle obiad z przed nosa.
- Co jest?- zapytał Niall.
- Nic.-odpowiedziałam.
- To czemu nie dajesz mi się rozebrać?
- Bo nie mam ochoty.
- Aha.
- Co już się obraziłeś?
- Nie.
- Taa. Właśnie widzę.
- Tobie się wydaje, że wiesz lepiej ode mnie co czuję? Mylisz się. Nie wiesz co się teraz dzieje w mojej głowie.
- To może mi powiesz?
- Nie!
Jego odpowiedź mnie zadziwiła. Przewróciłam oczami i poszłam spać do innego pokoju. On nawet za mną nie poszedł....
(Znów krótki, sorcia..)
-Co?- zapytał Niall.
- Nic. Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam.
- Bo.... Ymmm...musiałem zaczepić i jedno miejsce.- plątał się Niall.
To było podejrzane, ale ufam mu...chyba...
Niall nawet nie podszedł do mnie żeby mnie przeprosić, że nie przywiózł mnie tu. Nawet nie zapytał czy nic mi nie jest. Poszedł prosto do łazienki. Louis zaproponował żebym spała dziś u niego i El, ale ja nie chciałam. Wszyscy już się rozeszli. Ja poszłam do sypialni, którą dzielę z Niallem. Założyłam piżamę i usiadłam na brzegu łóżka- tyłem do drzwi. Usłyszałam Jak Niall wchodzi do pokoju. Chłopak wszedł na łóżko i objął mnie w tali. Ja wstałam i ustałam na przeciwko niego.
- Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam patrząc podejrzliwie.
- No mówiłem, że musiałem coś załatwić.- odpowiedział.
- Coś czyli co?
- Czemu pytasz? Nie ufasz mi?
- Ufam, ale nie było cię w czasie gdy mogło się nam wszystkim coś stać.
- Co?
- Napadli nas. Uratowałam sytuacje i dzięki temu żyjemy.
- Aha.-odpowiedział spokojnie. Zadziwiło mnie to, bo przecież mogło mi się coś stać. A w najgorszym przypadku, mogłam poronić.
- Chyba mało cię to obchodzi.-powiedziałam i usiadłam tyłem do niego żeby nie widział jak łzy napływają mi do oczu.
- Obchodzi. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Tylko nie rozumiem czemu tak uganiasz się za Harrym.
- Bo jest ojcem mojego dziecka i chce żeby ono znało ojca. Harry będzie je kochał.
Niall zareagował bardzo spokojnie, powiedział tylko:
- Spokojnie, znajdziemy go.
Zaczął całować mnie po ramieniu powoli zmierzając ku szyi i szczęce. Później policzek i jego usta spoczęły na moich. Jego pocałunki były delikatne i czułe. Ja jednak cały czas myślałam o Harrym i tam, jak on całował. Jego pocałunki były inne niż Nialla, były agresywne i tak jakby cały czas pragnął mnie coraz więcej.
Niall złapał za moją koszulkę chciał ją zdjąć, ale ja go zatrzymałam. Spojrzał na mnie tak jakbym była jego matką i zabrała mu nagle obiad z przed nosa.
- Co jest?- zapytał Niall.
- Nic.-odpowiedziałam.
- To czemu nie dajesz mi się rozebrać?
- Bo nie mam ochoty.
- Aha.
- Co już się obraziłeś?
- Nie.
- Taa. Właśnie widzę.
- Tobie się wydaje, że wiesz lepiej ode mnie co czuję? Mylisz się. Nie wiesz co się teraz dzieje w mojej głowie.
- To może mi powiesz?
- Nie!
Jego odpowiedź mnie zadziwiła. Przewróciłam oczami i poszłam spać do innego pokoju. On nawet za mną nie poszedł....
(Znów krótki, sorcia..)
środa, 14 maja 2014
Rozdział XX
-Wiem, gdzie jest Harry i mam tydzień żeby kupić dwa bilety lotnicze i znaleźć jakiegoś typa. Ale mam pomysł jak wyciągnąć stamtąd Harrego. -powiedziałam. Ich miny były jednoznaczne. Wszyscy byli w ciężkim szoku i nie wierzyli w to co słyszą.
- A więc chcę żebyśmy go stamtąd wykradli. On ma mój telefon, ma dać nam znać kiedy będzie tam sam i wtedy wkradniemy się i go wyciągniemy. Jest tylko jedno ale- to miejsce jest monitorowane w środku i na zewnątrz przy drzwiach. Ciężko będzie się tam dostać. Pomożecie mi?
Od spojrzenia do spojrzenia wszyscy się szeroko uśmiechnęli i zgodzili się.
- Ale ty nie możesz za bardzo brać w tym udziału...- powiedział Louis.
- Czemu??- zapytałam marszcząc brew.
- Bo jesteś w ciąży. Coś może ci sie stać.-powiedziała El.
- On mają racje. -potwierdziła Perrie.
Przytaknęłam im tylko, bo wiedziałam, że i tak postawią na swoim.
Wtedy zauważyłam, że jeszcze nie ma Nialla. Louis mówił, że nie odbiera. Martwiłam się. Ktoś walił do drzwi. Zayn podszedł do nich i powoli otworzył. Kilku, trzech o ile się nie pomyliłam, facetów w jeansach, koszulach i czarnych okularach wpadli z bronią i zaczęli krzyczeć. Kazali się nam położyć. Każdy, oprócz mnie, był już na podłodze.
- Kładź się!!- krzyknął jeden z nich.
Chciałam już to zrobić, ale ich broń wydawała się dziwna. Pochyliłam się aby się przyjrzeć a on wtedy wycelował we mnie. Louis powiedział spokojnie żebym się położyła bo zrobią mi krzywde, ale ja tego nie zrobiłam. Przysuwając się bliżej byłam już pewna że to atrapa. Podeszłam do mężczyzny na tyle blisko, że widziałam jego krople potu na czole, to ze strachu. Nie wiedziałam do końca co robię, ale to była chwila kiedy złapałam go za broń i wykręciłam rękę. Znam karate więc to wcale nie było takie trudne. Jego koledzy tylko patrzyli. Zayn i Liam momentalnie wstali i obezwładnili pozostałą dwójkę. Louis zabrał dziewczyny do kuchni żeby na to nie patrzyli, chciał żebym też ja poszła, ale tego nie zrobiłam. El zadzwoniła po policje a ci zjawili się bardzo szybko bo byli w okolicy. Zabrali ich. My do tej pory nie wiemy po co tu byli, ale to nie ważne. Usiedliśmy na kanapie i zaczęły się kazania:
- Czemu się nie położyłaś? A co jeśli to nie były by atrapy?- zaczął Louis.
- Mogli cię zabić...- dodał Zayn.
- A co jeśli dałby rade się przed tb obronić?- dopowiedział Liam.
Dziwne było to, że dziewczyny się nie odzywały. Nagle Perrie powiedziała:
- Ok, Mey zrobiła źle, ale pomyślcie co by było gdy nie jej odwaga. Pewnie by nas okradli. Pełno uprawnienie kochani.
Perrie miała stuprocentową rację. Wszyscy nagle wybuchli śmiechem.
Do domu wszedł Niall. Wszyscy rzucili na niego dziwne spojrzenie.
- Co?- zapytał Niall.
- Nic. Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam.
- Bo.... Ymmm... musiałam zaczepić o jedno miejsce.- plątał się Niall.
To było podejrzane, ale ufam mu.... chyba...
(przepraszam, że znów tak krótko ale problemy rodzinne)
- A więc chcę żebyśmy go stamtąd wykradli. On ma mój telefon, ma dać nam znać kiedy będzie tam sam i wtedy wkradniemy się i go wyciągniemy. Jest tylko jedno ale- to miejsce jest monitorowane w środku i na zewnątrz przy drzwiach. Ciężko będzie się tam dostać. Pomożecie mi?
Od spojrzenia do spojrzenia wszyscy się szeroko uśmiechnęli i zgodzili się.
- Ale ty nie możesz za bardzo brać w tym udziału...- powiedział Louis.
- Czemu??- zapytałam marszcząc brew.
- Bo jesteś w ciąży. Coś może ci sie stać.-powiedziała El.
- On mają racje. -potwierdziła Perrie.
Przytaknęłam im tylko, bo wiedziałam, że i tak postawią na swoim.
Wtedy zauważyłam, że jeszcze nie ma Nialla. Louis mówił, że nie odbiera. Martwiłam się. Ktoś walił do drzwi. Zayn podszedł do nich i powoli otworzył. Kilku, trzech o ile się nie pomyliłam, facetów w jeansach, koszulach i czarnych okularach wpadli z bronią i zaczęli krzyczeć. Kazali się nam położyć. Każdy, oprócz mnie, był już na podłodze.
- Kładź się!!- krzyknął jeden z nich.
Chciałam już to zrobić, ale ich broń wydawała się dziwna. Pochyliłam się aby się przyjrzeć a on wtedy wycelował we mnie. Louis powiedział spokojnie żebym się położyła bo zrobią mi krzywde, ale ja tego nie zrobiłam. Przysuwając się bliżej byłam już pewna że to atrapa. Podeszłam do mężczyzny na tyle blisko, że widziałam jego krople potu na czole, to ze strachu. Nie wiedziałam do końca co robię, ale to była chwila kiedy złapałam go za broń i wykręciłam rękę. Znam karate więc to wcale nie było takie trudne. Jego koledzy tylko patrzyli. Zayn i Liam momentalnie wstali i obezwładnili pozostałą dwójkę. Louis zabrał dziewczyny do kuchni żeby na to nie patrzyli, chciał żebym też ja poszła, ale tego nie zrobiłam. El zadzwoniła po policje a ci zjawili się bardzo szybko bo byli w okolicy. Zabrali ich. My do tej pory nie wiemy po co tu byli, ale to nie ważne. Usiedliśmy na kanapie i zaczęły się kazania:
- Czemu się nie położyłaś? A co jeśli to nie były by atrapy?- zaczął Louis.
- Mogli cię zabić...- dodał Zayn.
- A co jeśli dałby rade się przed tb obronić?- dopowiedział Liam.
Dziwne było to, że dziewczyny się nie odzywały. Nagle Perrie powiedziała:
- Ok, Mey zrobiła źle, ale pomyślcie co by było gdy nie jej odwaga. Pewnie by nas okradli. Pełno uprawnienie kochani.
Perrie miała stuprocentową rację. Wszyscy nagle wybuchli śmiechem.
Do domu wszedł Niall. Wszyscy rzucili na niego dziwne spojrzenie.
- Co?- zapytał Niall.
- Nic. Czemu tak późno wróciłeś?- zapytałam.
- Bo.... Ymmm... musiałam zaczepić o jedno miejsce.- plątał się Niall.
To było podejrzane, ale ufam mu.... chyba...
(przepraszam, że znów tak krótko ale problemy rodzinne)
czwartek, 1 maja 2014
Rozdział XIX
W mgnieniu oka zniknął mi z pola widzenia. Zmierzałam w kierunku drzwi. Zapukałam i ktoś momentalnie wciągnął mnie do środka. W pomieszczeniu było ciemno, nic nie wiedziałam. Nagle ktoś się do mnie odezwał grubym i niskim głosem:
- Posłuchałaś się. Naprawdę musisz kochać tego chłopaka.
Byłam przerażona. Czułam jego oddech na karku. Był tak blisko mnie a ja byłam sparaliżowana jego obecnością.
- Gdzie jest Harry?- zapytałam łapiąc oddech.
- Twój kochaś jest cały, spokojnie. Ale po co ci on? Ty masz tego blondaska.- powiedział mężczyzna oddalając się ode mnie.
- Ale Harry jest ojcem mojego dziecka.- powiedziałam nie myśląc.
- Aha, więc Harry będzie tatusiem, tak? Ojciec nie powinien być tak nie odpowiedzialny jak on, nie nadaje się na ojca.
Zdenerwowałam się i zaczęłam krzyczeć:
- Harry będzie idealnym ojcem. Nie ważne jaką ma opinię i co o nim myślisz. On będzie kochał to dziecko. Obiecał mi. Kocham go i nic tego nie zmieni.
Wtedy mężczyzna wyszedł z pomieszczenia. Chwilę tak stałam gdy nagle zapaliło się światło. Zobaczyłam, że na krześle pod ścianą siedział związany Harry, był przytomny. Podeszłam do niego. Był w opłakanym stanie, cały posiniaczony i okrwawiony.Zdziwiło mnie to, że nie miał zaklejonych ust, ale gdy było ciemno nic nie mówił. Harry spojrzał na mnie i zapytał:
- Co ty tu robisz?
- Jakiś koleś dzwonił do mnie i mówił, że jeśli się tu nie stawię to cie zabije.- powiedziałam i pierwsza łza słynęła mi po policzku.
Na ustach Harrego pojawił się maleńki uśmiech.
- Słyszałem co mówiłaś. To prawda?- zapytał.
- Tak, każde słowo było prawdziwe.- odpowiedziałam.
- Ja ciebie też.- powiedział Harry.
Uśmiechnęłam się i chciałam zacząć go rozwiązywać gdy usłyszałam głos dobiegający z głośników powieszonych na ścianie:
- Nie próbuj go rozwiązywać. Nikt nie powiedział, że on stąd idzie.
Spojrzałam na Harrego i zapytałam:
- Co mu takiego zrobiłeś?
- To długa historia, powiem ci tylko, że żałuję tego co robiłem i więcej tego nie zrobię. Przysięgam!- powiadomił mnie Harry.
Bałam się tego, co on zrobił. Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna w kominiarce. Myło mu widać tylko oczy.
- Zaraz będziesz mogła pożegnać się ze swoim facecikiem, chyba, że wolałabyś żeby żył.- powiedział mężczyzna.
- Chcę! Co mam zrobić?- zapytałam z płaczem.
- Nie zgadzaj się na nic!- krzyknął Harry.
Mężczyzna podszedł do Harrego, uderzył go w głowę i zakleił usta taśmą.
- Jeśli chcesz żeby Harry żył musisz załatwić mi dwa bilety lotnicze do Hiszpanii i kontakt z nijakim Tiago Salvatore. Rozumiesz? Masz na to tydzień od jutra.- powiedział.- Pożegnaj się z Harrym i widzimy się za tydzień bo jak nie to nie zobaczysz już go.
Podeszłam do Harrego i delikatnie włożyłam mu do kieszeni mój wyciszony telefon żeby mieć z Harrym kontakt. Później powiedziałam mu cicho do ucha:
- Wyrwę cię stąd a wtedy wyjedziemy do LA. Daj znać jak będziesz tu sam.
Pocałowałam go w policzek i z łzami w oczach wyszłam na zewnątrz. Stałam chwilę na posesji i myślałam. Nie przewidziałam tego, że nie będę miała kontaktu z Niallem i będę musiała iść na piechotę do miejsca, w którym czekał.
Długo szłam, ale nie wiedziałam, w której dokładnie kawiarni jest Niall. Szłam po jakimś odludziu gdy zobaczyłam jadący samochód. Zatrzymał się przy mnie. Miałam szczęście, bo to był Louis.
- Czemu idziesz sama? Co ty tu w ogóle robisz? Wsiadaj szybko.- powiedział Louis
Nie wiedziałam co powiedzieć więc wymyśliłam, że zgubiłam telefon i nie mogłam zadzwonić do Nialla żeby po mnie przyjechał. Lou zadzwonił do niego i powiedział, że zawiezie mnie do domu. Poprosiłam, żeby zadzwonił do reszty chłopaków i dziewczyn oraz powiedział im żeby przyszli do domu Nialla bo muszę z nimi wszystkimi porozmawiać.
Nie mogłam dłużej ukrywać tego, co się dzieje z Harrym. Sama też nie dałabym rady ziścić mojego planu, który wymyśliłam. Potrzebowałam pomocy.
~~~~ PÓŹNIEJ ~~~~~~
Prawie wszyscy już byli, brakowało tylko Nialla. Nie chciałam na niego czekać i zaczęłam mówić:
- Wiem, gdzie jest Harry i mam tydzień żeby kupić dwa bilety lotnicze i znaleźć jakiegoś typa. Ale mam pomysł jak wyciągnąć stamtąd Harrego.- powiedziałam.
Ich miny były jednoznaczne. Wszyscy byli w ciężkim szoku i nie wierzyli w to co słyszą.
- A więc, chcę żebyśmy... ;)
( Dziękuje za 10 komów. Tak dużo was czyta mojego bloga a tak mało obserwatorów mam. Co jest? ;c )
- Posłuchałaś się. Naprawdę musisz kochać tego chłopaka.
Byłam przerażona. Czułam jego oddech na karku. Był tak blisko mnie a ja byłam sparaliżowana jego obecnością.
- Gdzie jest Harry?- zapytałam łapiąc oddech.
- Twój kochaś jest cały, spokojnie. Ale po co ci on? Ty masz tego blondaska.- powiedział mężczyzna oddalając się ode mnie.
- Ale Harry jest ojcem mojego dziecka.- powiedziałam nie myśląc.
- Aha, więc Harry będzie tatusiem, tak? Ojciec nie powinien być tak nie odpowiedzialny jak on, nie nadaje się na ojca.
Zdenerwowałam się i zaczęłam krzyczeć:
- Harry będzie idealnym ojcem. Nie ważne jaką ma opinię i co o nim myślisz. On będzie kochał to dziecko. Obiecał mi. Kocham go i nic tego nie zmieni.
Wtedy mężczyzna wyszedł z pomieszczenia. Chwilę tak stałam gdy nagle zapaliło się światło. Zobaczyłam, że na krześle pod ścianą siedział związany Harry, był przytomny. Podeszłam do niego. Był w opłakanym stanie, cały posiniaczony i okrwawiony.Zdziwiło mnie to, że nie miał zaklejonych ust, ale gdy było ciemno nic nie mówił. Harry spojrzał na mnie i zapytał:
- Co ty tu robisz?
- Jakiś koleś dzwonił do mnie i mówił, że jeśli się tu nie stawię to cie zabije.- powiedziałam i pierwsza łza słynęła mi po policzku.
Na ustach Harrego pojawił się maleńki uśmiech.
- Słyszałem co mówiłaś. To prawda?- zapytał.
- Tak, każde słowo było prawdziwe.- odpowiedziałam.
- Ja ciebie też.- powiedział Harry.
Uśmiechnęłam się i chciałam zacząć go rozwiązywać gdy usłyszałam głos dobiegający z głośników powieszonych na ścianie:
- Nie próbuj go rozwiązywać. Nikt nie powiedział, że on stąd idzie.
Spojrzałam na Harrego i zapytałam:
- Co mu takiego zrobiłeś?
- To długa historia, powiem ci tylko, że żałuję tego co robiłem i więcej tego nie zrobię. Przysięgam!- powiadomił mnie Harry.
Bałam się tego, co on zrobił. Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna w kominiarce. Myło mu widać tylko oczy.
- Zaraz będziesz mogła pożegnać się ze swoim facecikiem, chyba, że wolałabyś żeby żył.- powiedział mężczyzna.
- Chcę! Co mam zrobić?- zapytałam z płaczem.
- Nie zgadzaj się na nic!- krzyknął Harry.
Mężczyzna podszedł do Harrego, uderzył go w głowę i zakleił usta taśmą.
- Jeśli chcesz żeby Harry żył musisz załatwić mi dwa bilety lotnicze do Hiszpanii i kontakt z nijakim Tiago Salvatore. Rozumiesz? Masz na to tydzień od jutra.- powiedział.- Pożegnaj się z Harrym i widzimy się za tydzień bo jak nie to nie zobaczysz już go.
Podeszłam do Harrego i delikatnie włożyłam mu do kieszeni mój wyciszony telefon żeby mieć z Harrym kontakt. Później powiedziałam mu cicho do ucha:
- Wyrwę cię stąd a wtedy wyjedziemy do LA. Daj znać jak będziesz tu sam.
Pocałowałam go w policzek i z łzami w oczach wyszłam na zewnątrz. Stałam chwilę na posesji i myślałam. Nie przewidziałam tego, że nie będę miała kontaktu z Niallem i będę musiała iść na piechotę do miejsca, w którym czekał.
Długo szłam, ale nie wiedziałam, w której dokładnie kawiarni jest Niall. Szłam po jakimś odludziu gdy zobaczyłam jadący samochód. Zatrzymał się przy mnie. Miałam szczęście, bo to był Louis.
- Czemu idziesz sama? Co ty tu w ogóle robisz? Wsiadaj szybko.- powiedział Louis
Nie wiedziałam co powiedzieć więc wymyśliłam, że zgubiłam telefon i nie mogłam zadzwonić do Nialla żeby po mnie przyjechał. Lou zadzwonił do niego i powiedział, że zawiezie mnie do domu. Poprosiłam, żeby zadzwonił do reszty chłopaków i dziewczyn oraz powiedział im żeby przyszli do domu Nialla bo muszę z nimi wszystkimi porozmawiać.
Nie mogłam dłużej ukrywać tego, co się dzieje z Harrym. Sama też nie dałabym rady ziścić mojego planu, który wymyśliłam. Potrzebowałam pomocy.
~~~~ PÓŹNIEJ ~~~~~~
Prawie wszyscy już byli, brakowało tylko Nialla. Nie chciałam na niego czekać i zaczęłam mówić:
- Wiem, gdzie jest Harry i mam tydzień żeby kupić dwa bilety lotnicze i znaleźć jakiegoś typa. Ale mam pomysł jak wyciągnąć stamtąd Harrego.- powiedziałam.
Ich miny były jednoznaczne. Wszyscy byli w ciężkim szoku i nie wierzyli w to co słyszą.
- A więc, chcę żebyśmy... ;)
( Dziękuje za 10 komów. Tak dużo was czyta mojego bloga a tak mało obserwatorów mam. Co jest? ;c )
sobota, 26 kwietnia 2014
Rozdział XVIII
Jestem przerażona... on może już nie żyć...
Byłam bezsilna, próbowałam sobie przypomnieć wszystko co mówił i robił jak był ze mną ostatni raz. Powoli przypomniałam sobie naszą rozmowę w szpitalu. Harry mówił, że już go więcej nie zobaczę... to moja wina! Harry uciekł przeze mnie.!
- Niall Harry uciekł przeze mnie. Powiedział mi, że widzę go ostatni raz a ja nie zareagowałam, bo myślałam, że żartuje.- powiedziałam krztusząc się łzami.
- Mey to nie twoja wina, skąd mogłaś wiedzieć.- powiedział Niall i przytulił mnie mocno.
Odłożyłam telefon i już nie mogłam spać. Co ten facet może ode mnie chcieć? Boję się iść tam sama, ale dla Harrego zrobię wszystko. Kocham go. Jest mi bardzo bliski, bo to w końcu ojciec mojego dziecka.
~~~~ RANO ~~~~~
Siedziałam jak wmurowana na kanapie i gapiłam się przed siebie, wyglądałam jak potwór. Niall zszedł na dół.
- Dzień dobry kochanie.- powiedział Niall beztrosko.
Mam wrażenie, że zaginięcie Harrego wcale go nie rusza tylko jest jeszcze mu na rękę, bo nie ma konkurenta.
- Dobry? Dopóki Harry nie wróci nie będzie dobry. -powiedziałam nerwowo.
- Nie denerwuj się. Nie spałaś w nocy?- zapytał Niall.
- Nie.- wstałam z kanapy i poszłam na górę się ogarnąć.
Wzięłam prysznic i wysuszyłam włosy. Ubrałam się w
i poszłam zjeść śniadanie. Okazało się, że Niall już mi je zrobił.
Wyglądało świetnie a smakowało jeszcze lepiej. Po śniadaniu wyszłam na spacer żeby przemyśleć to i owo. Wróciłam po dwóch godzinach. Zanim jeszcze zdążyłam wejść do domu Niall powiedział, że na poprawę humoru zabierze mnie do kina , na pizze i lody.
Obejrzeliśmy film, zjedliśmy pizze i z lodami szliśmy w stronę domu. Spojrzałam na zegarek. Była 19:30. Dzień minął mi błyskawicznie. Kiedy weszliśmy do domu poprosiłam Nialla, żeby zawiózł mnie pod ten adres a on bez żadnego ale zawiózł mnie tam. To był stary dworek.
Powiedziałam mu żeby jechał gdzieś do kawiarni i tam na mnie zaczekał a ja załatwie to co muszę. Zdziwiło mnie to, że Niall nie zapytał, co mnie tu przywiało i co mam tu do załatwienia. W mgnieniu oka zniknął mi z pola widzenia. Zmierzałam w kierunku drzwi. Zapukałam i.... ;]
(Kolejny rozdział będzie jak zobaczę pod tym postem 10 komentarzy :* )
Byłam bezsilna, próbowałam sobie przypomnieć wszystko co mówił i robił jak był ze mną ostatni raz. Powoli przypomniałam sobie naszą rozmowę w szpitalu. Harry mówił, że już go więcej nie zobaczę... to moja wina! Harry uciekł przeze mnie.!
- Niall Harry uciekł przeze mnie. Powiedział mi, że widzę go ostatni raz a ja nie zareagowałam, bo myślałam, że żartuje.- powiedziałam krztusząc się łzami.
- Mey to nie twoja wina, skąd mogłaś wiedzieć.- powiedział Niall i przytulił mnie mocno.
Próbowałam zebrać myśli do kupy, ale ta sytuacja mnie przerastała. Oderwałam się od Nialla i złapałam za telefon. To było głupie, ale zadzwoniłam do Harrego. Trzy sygnały i ktoś odebrał, ale to nie był Harry tylko jakiś inny mężczyzna.
- Ymm... kto mówi?-zapytałam.
- A co cię to interesuje? Mów o co ci chodzi laleczko bo nie mam czasu.- powiedział mężczyzna niskim głosem.
- Gdzie jest Harry?- zapytałam z powagą.
- Ahaaaa o loczka ci chodzi?- zapytał mężczyzna i wybuchł śmiechem.- Loczek jest ze mną ale nie podejdzie do telefonu. Coś przekazać?
- Niech mi pan go da do telefonu.
- Maleńka loczek ma długi i nie chce ich spłacić, troche go jeszcze potrzymamy....- mężczyzna się rozłączył.
Byłam przerażona, bo o jakie długi mogło chodzić? Zadzwoniłam jeszcze raz, ale od razu poczta się włączyła. Kolejny raz- to samo. Nie dzwoniłam już więcej.
Usiadłam na kanapie i ze zmęczenia zasnęłam. Spałam długo dopiero w nocy obudził mnie telefon. Numer zastrzeżony. Odebrałam:
- Słucham?
Odezwał się gruby, basowy głos:
- Jeśli chcesz żeby Harry żył musisz przyjechać pod ten adres- dostałam wiadomość z adresem- Jeśli nie stawisz się tam jutro o 20:00 Harry zginie. Masz być sama.
Mężczyzna się rozłączył a ja nadal siedziałam sparaliżowana i zapłakana trzymając telefon przy uchu.
~~~~ RANO ~~~~~
Siedziałam jak wmurowana na kanapie i gapiłam się przed siebie, wyglądałam jak potwór. Niall zszedł na dół.
- Dzień dobry kochanie.- powiedział Niall beztrosko.
Mam wrażenie, że zaginięcie Harrego wcale go nie rusza tylko jest jeszcze mu na rękę, bo nie ma konkurenta.
- Dobry? Dopóki Harry nie wróci nie będzie dobry. -powiedziałam nerwowo.
- Nie denerwuj się. Nie spałaś w nocy?- zapytał Niall.
- Nie.- wstałam z kanapy i poszłam na górę się ogarnąć.
Wzięłam prysznic i wysuszyłam włosy. Ubrałam się w
i poszłam zjeść śniadanie. Okazało się, że Niall już mi je zrobił.
Wyglądało świetnie a smakowało jeszcze lepiej. Po śniadaniu wyszłam na spacer żeby przemyśleć to i owo. Wróciłam po dwóch godzinach. Zanim jeszcze zdążyłam wejść do domu Niall powiedział, że na poprawę humoru zabierze mnie do kina , na pizze i lody.
Obejrzeliśmy film, zjedliśmy pizze i z lodami szliśmy w stronę domu. Spojrzałam na zegarek. Była 19:30. Dzień minął mi błyskawicznie. Kiedy weszliśmy do domu poprosiłam Nialla, żeby zawiózł mnie pod ten adres a on bez żadnego ale zawiózł mnie tam. To był stary dworek.
Powiedziałam mu żeby jechał gdzieś do kawiarni i tam na mnie zaczekał a ja załatwie to co muszę. Zdziwiło mnie to, że Niall nie zapytał, co mnie tu przywiało i co mam tu do załatwienia. W mgnieniu oka zniknął mi z pola widzenia. Zmierzałam w kierunku drzwi. Zapukałam i.... ;]
(Kolejny rozdział będzie jak zobaczę pod tym postem 10 komentarzy :* )
czwartek, 24 kwietnia 2014
Rozdział XVII
Pocałowałam Nialla w policzek a on mnie przytulił. Siedzieliśmy tak chwilę gdy na salę wszedł Harry. Podszedł do nas i poprosił żebym go przez chwilę posłuchała. Harry ukląkł i wyjął małe granatowe pudełko.
- Nie mogę już dłużej wytrzymać. Chcę mieć cię przy sobie więc zadam ci jedno pytanie: Miley, czy wyjdziesz za mnie?- zapytał Harry.
Byłam zszokowana i nie wiedziałam co powiedzieć. Niall wstał i podniósł Harrego. Od razu wstałam, bo bałam się, że zacznął się bić.
- A więc?- zapytał Harry.
- Nie.- powiedziałam stanowczo odwracając się.
- No dobrze, ale teraz przynajmniej wiesz co do ciebie czuję. Już znikam ci z oczu i mnie nie zobaczysz. Żegnaj.- powiedział Harry ze smutkiem i wyszedł.
Odwróciłam się do Nialla i mocno go przytuliłam. Zaczęłam płakać, łzy spływały mi po policzkach, ale starałam się tego nie pokazywać. Harry to dupek i zwykła świnia, ale kocham go tak samo jak Nialla. Jest w końcu ojcem mojego dziecka. Niall usłyszał, że płacze i odsunął się.
- Czemu płaczesz?- zapytał patrząc mi w oczy. Kiedy spojrzałam w jego piękne błękitne oczy on już wiedział, że chodzi o Harrego.- Ty go kochasz...
- Niall ja...- Niall nie dał mi dokończyć.
- Gdy zdecydujesz się kogo kochasz i z kim chcesz być to odezwij się.- powiedział Niall i wyszedł.
Nie wiedziałam, co mam zrobić. Położyłam się i zasnęłam....
~~~~ KILKA DNI PÓŹNIEJ~~~~
Od tamtego czasu trochę mi się przytyło- jakieś 2 kilo. Harry ani Niall nie odwiedzali mnie. Dziś wychodzę. Zayn i Perrie przyjechali po mnie. Zabrałam rzeczy i pojechaliśmy do ich domu. Nie wiedziałam czy mam jechać do Nialla czy zostać tu. Zdecydowałam, że pojadę tam. Zayn zawiózł mnie i zaniósł moje rzeczy do pokoju. Nialla nie było. Usiadłam na kanapie i zastanawiałam się co mu powiem jak wróci. Zrobiłam się głodna, ale nie chciało mi się robić obiadu więc zadzwoniłam po pizze. Przywieźli mi ją szybko. Zaczęłam jeść gdy wszedł Niall.
- Co ty tu robisz?- zapytał zaskoczony.
- Mieszkam podobno.- nie przemyślałam tego co mówie i palnęłam tylko taki głupi tekst.
Niall podszedł do mnie i tak jakby ze złością spojrzał mi w oczy. Zaraz się uśmiechnął i namiętnie pocałował.
- Cieszę się że jesteś.- powiedział Niall.
Przytuliła go najmocniej jak mogłam i cicho powiedziałam "Kocham cię". On odpowiedział "Ja ciebie też."
To było słodkie ^^ Tą uroczą chwile przerwał nam telefon. Dzwonił Liam, był bardzo zdenerwowany i przejęty. Powiedział, że Harry zaginął. Kiedy to usłyszałam wybuchłam płaczem. Niall i Liam dalej rozmawiali i łączyli koniec z końcem. Siedziałam na kanapie i bałam się że może nie żyje. Niall skończył rozmowę z Liamem i usiadł koło mnie. Objął mnie ramieniem i zaczął pocieszać, ale to nie pomagało. Tera miałam najczarniejsze myśli.
Jestem przerażona... On może już nie żyć....
- Nie mogę już dłużej wytrzymać. Chcę mieć cię przy sobie więc zadam ci jedno pytanie: Miley, czy wyjdziesz za mnie?- zapytał Harry.
Byłam zszokowana i nie wiedziałam co powiedzieć. Niall wstał i podniósł Harrego. Od razu wstałam, bo bałam się, że zacznął się bić.
- A więc?- zapytał Harry.
- Nie.- powiedziałam stanowczo odwracając się.
- No dobrze, ale teraz przynajmniej wiesz co do ciebie czuję. Już znikam ci z oczu i mnie nie zobaczysz. Żegnaj.- powiedział Harry ze smutkiem i wyszedł.
Odwróciłam się do Nialla i mocno go przytuliłam. Zaczęłam płakać, łzy spływały mi po policzkach, ale starałam się tego nie pokazywać. Harry to dupek i zwykła świnia, ale kocham go tak samo jak Nialla. Jest w końcu ojcem mojego dziecka. Niall usłyszał, że płacze i odsunął się.
- Czemu płaczesz?- zapytał patrząc mi w oczy. Kiedy spojrzałam w jego piękne błękitne oczy on już wiedział, że chodzi o Harrego.- Ty go kochasz...
- Niall ja...- Niall nie dał mi dokończyć.
- Gdy zdecydujesz się kogo kochasz i z kim chcesz być to odezwij się.- powiedział Niall i wyszedł.
Nie wiedziałam, co mam zrobić. Położyłam się i zasnęłam....
~~~~ KILKA DNI PÓŹNIEJ~~~~
Od tamtego czasu trochę mi się przytyło- jakieś 2 kilo. Harry ani Niall nie odwiedzali mnie. Dziś wychodzę. Zayn i Perrie przyjechali po mnie. Zabrałam rzeczy i pojechaliśmy do ich domu. Nie wiedziałam czy mam jechać do Nialla czy zostać tu. Zdecydowałam, że pojadę tam. Zayn zawiózł mnie i zaniósł moje rzeczy do pokoju. Nialla nie było. Usiadłam na kanapie i zastanawiałam się co mu powiem jak wróci. Zrobiłam się głodna, ale nie chciało mi się robić obiadu więc zadzwoniłam po pizze. Przywieźli mi ją szybko. Zaczęłam jeść gdy wszedł Niall.
- Co ty tu robisz?- zapytał zaskoczony.
- Mieszkam podobno.- nie przemyślałam tego co mówie i palnęłam tylko taki głupi tekst.
Niall podszedł do mnie i tak jakby ze złością spojrzał mi w oczy. Zaraz się uśmiechnął i namiętnie pocałował.
- Cieszę się że jesteś.- powiedział Niall.
Przytuliła go najmocniej jak mogłam i cicho powiedziałam "Kocham cię". On odpowiedział "Ja ciebie też."
To było słodkie ^^ Tą uroczą chwile przerwał nam telefon. Dzwonił Liam, był bardzo zdenerwowany i przejęty. Powiedział, że Harry zaginął. Kiedy to usłyszałam wybuchłam płaczem. Niall i Liam dalej rozmawiali i łączyli koniec z końcem. Siedziałam na kanapie i bałam się że może nie żyje. Niall skończył rozmowę z Liamem i usiadł koło mnie. Objął mnie ramieniem i zaczął pocieszać, ale to nie pomagało. Tera miałam najczarniejsze myśli.
Jestem przerażona... On może już nie żyć....
piątek, 18 kwietnia 2014
Rozdział XVI
Drzwi do sali się otworzyły zobaczyłam w nich Harrego. Ucieszył mnie ten widok, choć nie powinien. Harry wtaszczył na salę gigantycznego miśka.
Chciałam wstać do niego, ale byłam za bardzo osłabiona. Harry podszedł do mnie i mnie mocno przytulił.
- Przepraszam za wczoraj, nie powinienem tego zaczynać..- dopiero teraz zwróciłam uwagę na rany chłopaka. Miał kilka zadrapań na twarzy i lekko podbite oko.
Nie minęło 5 minut i na sale wszedł Niall. Zrobił kilka kroków w moją stronę, ja nagle dostałam zastrzyku energi i wstałam z łóżka gdy Niall krzyknął:
Chciałam wstać do niego, ale byłam za bardzo osłabiona. Harry podszedł do mnie i mnie mocno przytulił.
- Przepraszam za wczoraj, nie powinienem tego zaczynać..- dopiero teraz zwróciłam uwagę na rany chłopaka. Miał kilka zadrapań na twarzy i lekko podbite oko.
Nie minęło 5 minut i na sale wszedł Niall. Zrobił kilka kroków w moją stronę, ja nagle dostałam zastrzyku energi i wstałam z łóżka gdy Niall krzyknął:
Wpadałam mu w ramiona i pocałowałam w policzek. Niall nie wyglądał źle, miał mniej zadrapań na twarzy. Chłopak położył mnie na łóżku i bez słowa do kogokolwiek usiadł koło mnie. Była cisza... Dało się wyczuć, że jest coś nie tak...
Perrie się obudziła i popatrzyła na każdego i zobaczyła moją minę. Już wiedziała o co chodzi..
- Musicie sobie coś wyjaśnić.- powiedziała.
- Czyli.?- zapytał Niall.
- Mey jest w ciąży... z Harrym.- powiedziała Perrie.
- Czyli mam dwie osóbki a nie jedną...- zaczął Harry próbując mnie objąć, ale Niall wziął mnie na kolana.
- Mey nie jest twoja.- powiedział Niall zaciskając zęby.
- Ma moje dziecko więc automatycznie jest moja...- powiedział Harry.
Chłopcy zaczęli się kłócić. Liam się wkurzył i ich uciszył.
- Fajnie, że używacie mnie jako obiekt negocjacji.- powiedziałam, wstałam i wyszłam z sali. Kiedy tylko drzwi się zamknęły usłyszałam jak Perrie mówi coś do nich, ale nie zrozumiałam co. Zsunęłam się po ścianie i zaczęłam płakać.
Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Dwie osoby, na których mi zależy kłócą się o mnie a najśmieszniejsze jest to, że kocham ich obu.
Siedziałam tak i płakałam aż podeszła pielęgniarka i powiedziała:
- Nie ma pani powodu do płaczu. Dziecko jest zdrowe i dobrze się rozwija. Patrze, że tatuś też jest na sali. A pozostali to rodzina?- zapytała i spojrzała przez szybkę na sale.
- No właśnie sęk w tym, że jest dwóch ojców... Jeden biologiczny a drugi ten, który jest ze mną. Kocham obu i obaj chcą dla mnie dobrze ale ja nie wiem czego chce.- powiedziałam i wstałam z podłogi.
- Jeśli kochasz obu to wystaw ich na próbę. Zobaczysz, który będzie się bardziej starał. -powiedziała pielęgniarka, uśmiechnęła się i odeszła.
Weszłam na sale i wszyscy spojrzeli na mnie z zaskoczeniem. Harry i Niall wyciągnęli do mnie ręce abym ich przytuliła ale ja podeszłam do Liama i jego przytuliłam. On szepnął mi na ucho i powiedział, że będzie dobrze. Niall podszedł do nas i pogładził mnie po plecach. Później delikatnie złapał za rękę i odwrócił do siebie. Spojrzałam w jego wielkie niebieskie oczy i zauważyłam że po jego policzku spłynęła łza. Przytuliłam go mocno. Kontem oka zobaczyłam jak Harry kieruje się w stronę drzwi.
- Harry!- krzyknęłam.
- Tak?- Harry zatrzymał się w półkroku i spojrzał na mnie przez ramie.
Podeszłam do niego, dotknęłam go delikatnie w ramię i pocałowałam w policzek. On uśmiechnął się delikatnie i przytulił mnie. Po chwili wyszedł.
Podeszłam do łóżka i położyłam się. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
~~~~RANO~~~~
Obudziłam się i od razu rozejrzałam się po sali. Na fotelu zastałam śpiącego Nialla.
Przez kilka chwil patrzyłam jak śpi a później usłyszałam:
- Ja wcale nie śpię i wiem, że na mnie patrzysz.
Chłopak w mgnieniu oka wstał i podszedł do mnie. Przytulił mnie tak mocno, że przez chwile nie mogłam oddychać. Długo siedzieliśmy na łóżku i rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Nagle Niall spoważniał.
- Myślałaś już jak będzie z dzieckiem?- zapytał Niall.
- Nie, na razie sama wizja porodu mnie przeraża.- powiedziałam i po chwili dodałam:- Nie masz mi za złe, że to dziecko Harrego.
- Nie. Tylko mam nadzieję, że będę mógł je z tobą wychowywać, patrzeć jak dorasta.- powiedziała chłopak i delikatnie się uśmiechnął.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, ale w każdej mojej wizji przyszłości widziałam Nialla. Będzie wspaniałym ojcem.
Pocałowałam Nialla w policzek a on mnie przytulił. Siedzieliśmy tak chwile gdy na salę wszedł Harry...
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Rozdział XV
"Nareszcie spokój"-pomyślałam, ale to był dopiero początek problemów...
Kiedy chłopcy odsunęli się od siebie, Harry fałszywie się uśmiechnął i uderzył pięścią w twarz Nialla. Zaczęli się bić. Zaczęłam krzyczeć i wołać o pomoc. Lała się krew. Wszyscy przybiegli i ktoś ich zaczął rozdzielać, ale niewiem kto. Zasłabłam i już niczego nie pamiętam... Ocknęłam się w karetce, bolała mnie głowa i brzuch. Obok mnie siedziało dwóch ratowników pogotowia, Perrie i Liam.
- Co się stało? Czemu jestem w karetce? - zapytałam cicho.
- Straciłaś przytomność i uderzyłaś głową o drzwi przy upadku. Mogłaś mieć wstrząs mózgu, to może zaszkodzić nie tylko tb, ale też...- nie dałam dokończyć ratownikowi do zapytałam szybko:
- Gdzie jest Harry?!
- Harry? A nie Niall?- zapytał Liam.
- Niall, Niall. Chodziło mi o niego... -zaczęłam.
- Nie usprawiedliwiaj się bo ja i tak wiem jak jest,mnie nie oszukasz kochanie.- powiedziałam Perrie i złapała mnie za ręke.
Dojechaliśmy do szpitala i wwieźli na sale. Zaraz przyszedł do mnie lekarz i mnie zbadał. Powiedział, że ze mną jest w porządku i niedługo dojdę do siebie, ale gorzej z dzieckiem. Musiałam zostać w szpitalu. Byłam przerażona. Nawet niewiem kiedy zasnęłam i obudziłam się rano koło 8.
Obok mnie na fotelu spała Perrie a Liam grzebał coś w telefonie.
- Liam wy tu byliście całą noc?- zapytałam.
- Tak, nie chcieliśmy cię zostawić samej.- potwierdził i uśmiechnął się.
- A Harry lub Niall... byli tu?- zapytałam z nadzieją.
- Nie... Zayn i Louis się nimi zajęli. El opatrzyła im rany i jest ok. -powiedział Liam.
Drzwi do sali się otworzyły i zobaczyłam w nich...
(Przepraszam, że tak krótko, ale przeżywam lekkie załamanie nerwowe)
Kiedy chłopcy odsunęli się od siebie, Harry fałszywie się uśmiechnął i uderzył pięścią w twarz Nialla. Zaczęli się bić. Zaczęłam krzyczeć i wołać o pomoc. Lała się krew. Wszyscy przybiegli i ktoś ich zaczął rozdzielać, ale niewiem kto. Zasłabłam i już niczego nie pamiętam... Ocknęłam się w karetce, bolała mnie głowa i brzuch. Obok mnie siedziało dwóch ratowników pogotowia, Perrie i Liam.
- Co się stało? Czemu jestem w karetce? - zapytałam cicho.
- Straciłaś przytomność i uderzyłaś głową o drzwi przy upadku. Mogłaś mieć wstrząs mózgu, to może zaszkodzić nie tylko tb, ale też...- nie dałam dokończyć ratownikowi do zapytałam szybko:
- Gdzie jest Harry?!
- Harry? A nie Niall?- zapytał Liam.
- Niall, Niall. Chodziło mi o niego... -zaczęłam.
- Nie usprawiedliwiaj się bo ja i tak wiem jak jest,mnie nie oszukasz kochanie.- powiedziałam Perrie i złapała mnie za ręke.
Dojechaliśmy do szpitala i wwieźli na sale. Zaraz przyszedł do mnie lekarz i mnie zbadał. Powiedział, że ze mną jest w porządku i niedługo dojdę do siebie, ale gorzej z dzieckiem. Musiałam zostać w szpitalu. Byłam przerażona. Nawet niewiem kiedy zasnęłam i obudziłam się rano koło 8.
Obok mnie na fotelu spała Perrie a Liam grzebał coś w telefonie.
- Liam wy tu byliście całą noc?- zapytałam.
- Tak, nie chcieliśmy cię zostawić samej.- potwierdził i uśmiechnął się.
- A Harry lub Niall... byli tu?- zapytałam z nadzieją.
- Nie... Zayn i Louis się nimi zajęli. El opatrzyła im rany i jest ok. -powiedział Liam.
Drzwi do sali się otworzyły i zobaczyłam w nich...
(Przepraszam, że tak krótko, ale przeżywam lekkie załamanie nerwowe)
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Rozdział XIV
Przywitałam się ze wszystkimi, podeszłam do Harrego i i powiedziałam mu, ze musimy pogadać. Poszliśmy do salonu i zaczęłam:
- Harry bo wiesz...- spojrzałam w jego oczy a on patrzył na mnie tak z nadzieją. Chciałam dokończyć, ale nie potrafiłam. Usiadłam na kanapie i zaczęłam płakać:- Nie moge...
Harry usiadł obok i objął mnie ramieniem:
- Co ci jest? Powiedz, postaram się pomóc.
- No właśnie o to chodzi, ze nie pomożesz... w tej sytuacji nikt mi nie pomoże.- powiedziałam.
Harry odsunął się i podniósł moją brodę i spojrzał prosto w moje zapłakane oczy. Zebrałam się na odwagę i powiedziałam:
- Jestem w ciąży.
Harry zerwał się z kanapy i zaczął chodzić w kółko.
- Czemu mi o tym mówisz? Przecież to będzie bachor Nialla.- Powiedział Harry.
- To będzie twoje dziecko.- powiedziałam zaciskając zęby.
Harry zatrzymał się w pół kroku i obrócił zdziwiony.
Harry usiadł koło mnie i delikatnie dotknął mojego brzucha. Spojrzałam w jego piękne oczy i widziałam, że on już kocha to dziecko. Hazz przytulił mnie mocno.
- Musimy im o tym powiedzieć.- powiedział Loczek.
- Nie! Jeszcze nie.- powiedziałam uwalniając się z uścisku.
- To chcesz im powiedzieć jak ci brzuch wyjdzie?
- Tak...
Harry wstał złapał mnie za rękę i wyciągnął na podwórze.
- Musimy wam coś powiedzieć.-zaczął Harry.
Patrzyłam cały czas na Nialla kiedy Harry powiedział: "Mey jest w ciąży". Mina Nialla z uśmiechu zmieniła się w smutek. Chłopcy podbiegli do Nialla i zaczęli go podrzucać krzycząc: " Niall będzie tatusiem!".
- STOP!- krzyknęłam.
Wszyscy ucichli.
- To moje dziecko.- powiedział Harry.
Wszyscy byli w szoku. Nawet nie zauważyłam kiedy Niall wszedł do domu. Pobiegłam za nim, ale on zdążył się zamknąć w łazience.
- Niall otwórz, prosze. Wyjaśnię ci.- Niall podszedł do drzwi i chyba usiadł pod nimi. Słyszałam cichutkie szlochanie.- Niall proszę.
Usiadłam pod drzwiami i zaczęłam:
- Zaszłam w ciąże jeszcze zanim zamieszkałam z tb. Myślałam, że Harry to ten jedyny, ale się pomyliłam. To ty nim jesteś. Niall, kocham cię.- powiedziałam przez łzy. Usłyszałam, że Niall od klucza drzwi. Odsunęłam się na bok a Niall wyszedł. Ustał przede mną i zaraz upadł na kolana przytulając mnie mocno.
- Też cię kocham śliczna.- powiedział Niall całując mnie w czoło.
Wstaliśmy i wyszliśmy na podwórko. Perrie podeszła do mnie i przytuliła mocno. Niall podszedł do Harrego i wyciągnął do niego ręke. Harry spojrzał na mnie i powiedział:
- Jeśli przy tobie będzie szczęśliwa to prosze.
Podali sobie dłonie i się uściskali.
"Nareszcie spokój"- pomyślałam, ale to był dopiero był początek problemów...
- Harry bo wiesz...- spojrzałam w jego oczy a on patrzył na mnie tak z nadzieją. Chciałam dokończyć, ale nie potrafiłam. Usiadłam na kanapie i zaczęłam płakać:- Nie moge...
Harry usiadł obok i objął mnie ramieniem:
- Co ci jest? Powiedz, postaram się pomóc.
- No właśnie o to chodzi, ze nie pomożesz... w tej sytuacji nikt mi nie pomoże.- powiedziałam.
Harry odsunął się i podniósł moją brodę i spojrzał prosto w moje zapłakane oczy. Zebrałam się na odwagę i powiedziałam:
- Jestem w ciąży.
Harry zerwał się z kanapy i zaczął chodzić w kółko.
- Czemu mi o tym mówisz? Przecież to będzie bachor Nialla.- Powiedział Harry.
- To będzie twoje dziecko.- powiedziałam zaciskając zęby.
Harry zatrzymał się w pół kroku i obrócił zdziwiony.
Harry usiadł koło mnie i delikatnie dotknął mojego brzucha. Spojrzałam w jego piękne oczy i widziałam, że on już kocha to dziecko. Hazz przytulił mnie mocno.
- Musimy im o tym powiedzieć.- powiedział Loczek.
- Nie! Jeszcze nie.- powiedziałam uwalniając się z uścisku.
- To chcesz im powiedzieć jak ci brzuch wyjdzie?
- Tak...
Harry wstał złapał mnie za rękę i wyciągnął na podwórze.
- Musimy wam coś powiedzieć.-zaczął Harry.
Patrzyłam cały czas na Nialla kiedy Harry powiedział: "Mey jest w ciąży". Mina Nialla z uśmiechu zmieniła się w smutek. Chłopcy podbiegli do Nialla i zaczęli go podrzucać krzycząc: " Niall będzie tatusiem!".
- STOP!- krzyknęłam.
Wszyscy ucichli.
- To moje dziecko.- powiedział Harry.
Wszyscy byli w szoku. Nawet nie zauważyłam kiedy Niall wszedł do domu. Pobiegłam za nim, ale on zdążył się zamknąć w łazience.
- Niall otwórz, prosze. Wyjaśnię ci.- Niall podszedł do drzwi i chyba usiadł pod nimi. Słyszałam cichutkie szlochanie.- Niall proszę.
Usiadłam pod drzwiami i zaczęłam:
- Zaszłam w ciąże jeszcze zanim zamieszkałam z tb. Myślałam, że Harry to ten jedyny, ale się pomyliłam. To ty nim jesteś. Niall, kocham cię.- powiedziałam przez łzy. Usłyszałam, że Niall od klucza drzwi. Odsunęłam się na bok a Niall wyszedł. Ustał przede mną i zaraz upadł na kolana przytulając mnie mocno.
- Też cię kocham śliczna.- powiedział Niall całując mnie w czoło.
Wstaliśmy i wyszliśmy na podwórko. Perrie podeszła do mnie i przytuliła mocno. Niall podszedł do Harrego i wyciągnął do niego ręke. Harry spojrzał na mnie i powiedział:
- Jeśli przy tobie będzie szczęśliwa to prosze.
Podali sobie dłonie i się uściskali.
"Nareszcie spokój"- pomyślałam, ale to był dopiero był początek problemów...
piątek, 4 kwietnia 2014
Rozdział XIII
On siedział na kanapie i oglądał TV.Na razie nie mam dokładnych informacji co do tego, czy naprawdę jestem w ciąży. Nic mu na razie nie powiem.
Z zamyślenia wyrwał mnie Niall.
- Hej piękna. Już załatwiłaś to co miałaś załatwić?- zapytał ze słodkim uśmiechem
- Tak. Mam pytanie: ginekolog tu przyjmuje codziennie bez zapisów czy nie?- zapytałam ze sztucznym uśmiechem.
- Nie mam pojęcia. Możemy jechać sprawdzić.- powiedział Niall wstając z kanapy.
Nie chciałam żeby tam ze mną jechał, ale zgodziłam się. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do kliniki. Dojechaliśmy dość szybko. Byłam bardzo spięta, ale starałam się tego nie pokazywać. Zatrzymaliśmy się na parkingu.
- A tak właściwie to po co do ginekologa? Coś cię boli?- zapytała Niall łapiąc mnie delikatnie za rękę.
- To tylko kontrola. Czasem trzeba...- głupio mi było go okłamywać, ale to może nie ciąża.
Weszliśmy do kliniki i podeszliśmy do recepcji zapytać czy ginekolog mnie dziś przyjmie. Recepcjonistka z uśmiecham na ustach powiedziała, że mam szczęście i dziś ma mało pracy i przyjmie mnie nawet za chwilę. Czy ja wiem czy to takie szczęście...
Usiedliśmy pod wskazaną salą i czekaliśmy nadejdzie moja kolej. Przede mną była jedna osoba i ktoś, kto był już w gabinecie. Jakaś para wyszła z sali. Kobieta była w ciąży, około 7 miesiąc. Była mega szczęśliwa, a jej partner jeszcze bardziej. Weszła kolejna osoba. Czekaliśmy jakieś 10 minut i wyszła zapłakana. Usiadła na podłodze koło drzwi do gabinetu i krztusiła się własnymi łzami. Było mi jej szkoda, bo o była młoda dziewczyna. odeszłam do niej i zapytałam dlaczego płacze. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na mnie smutnymi oczami.
- Byłam w ciąży, ale poroniłam, bo miałam wypadek samochodowy. -powiedziała.
- Bardzo mi przykro. Rozumiem, ze to bardzo trudne, ale jesteś młodą dziewczyną i możesz mieć jeszcze dzieci. Współczuję ci w tego powodu, ale trzeba żyć dalej.-powiedziałam gładząc ją po plecach i spoglądając delikatnie na Nialla.
- Masz rację. Dziękuje.- powiedziała dziewczyna, wstała i mnie przytuliła.
Wzięłam głęboki oddech i weszłam do gabinetu, Niall został na korytarzu.
- Dzień dobry.- powiedziałam nie pewnie.
- Witam. Słucham, o co chodzi?- powiedział ginekolog z uśmiechem.
- Zrobiłam sobie test ciążowy i wyszedł pozytywny, dzień wcześniej wymiotowałam bez powodu. To może być ciąża?- odpowiedziałam nie pewnie.
- Połóż się na kozetkę zaraz sprawdzimy czy coś widać.- oznajmił lekarz wskazując mi ową kozetkę.
Zrobiłam jak kazał. Podniosłam bluzkę do góry a on (bo to był mężczyzna) posmarował mi brzuch taką lodowatą maścią. Przyłożył mi to coś do brzucha i zaczął "jeździć" tym po moim brzuszku. Patrzyłam na ekranik, kiedy ginekolog powiedział:
- O jest! Widzisz to?- wskazał palcem na plamkę na obrazie.
- Tak.- odpowiedziałam.
- To będzie twoje dziecko. Gratuluję!- powiedział.
Byłam przerażona, ale i szczęśliwa. Zeszłam z kozetki, wytarłam, brzuch i podziękowałam za pomoc. Kiedy wyszłam z gabinetu zobaczyłam Nialla rozmawiającego przez telefon. Rozłączył się i powiedział:
- Masz ochotę jechać do Harrego na grilla?- zapytał. To była idealna okazja by powiedziać mu, ze noszę jego dziecko.
- Tak, pewnie.- odpowiedziałam.
~~~~ PÓŹNIEJ (koło 17)~~~~
Byłam już gotowa na grilla. przebrałam się w to
A Niall w to
Jechaliśmy dość krótko. Weszliśmy na podwórze a ja zaczęłam układać sobie w głowie, jak mam powiedzieć Harremu, ze jestem w ciąży.
Przywitałam się ze wszystkimi i podeszłam do Harrego i powiedziałam mu że musimy pogadać. Poszliśmy do salonu i zaczęłam...
Z zamyślenia wyrwał mnie Niall.
- Hej piękna. Już załatwiłaś to co miałaś załatwić?- zapytał ze słodkim uśmiechem
- Tak. Mam pytanie: ginekolog tu przyjmuje codziennie bez zapisów czy nie?- zapytałam ze sztucznym uśmiechem.
- Nie mam pojęcia. Możemy jechać sprawdzić.- powiedział Niall wstając z kanapy.
Nie chciałam żeby tam ze mną jechał, ale zgodziłam się. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do kliniki. Dojechaliśmy dość szybko. Byłam bardzo spięta, ale starałam się tego nie pokazywać. Zatrzymaliśmy się na parkingu.
- A tak właściwie to po co do ginekologa? Coś cię boli?- zapytała Niall łapiąc mnie delikatnie za rękę.
- To tylko kontrola. Czasem trzeba...- głupio mi było go okłamywać, ale to może nie ciąża.
Weszliśmy do kliniki i podeszliśmy do recepcji zapytać czy ginekolog mnie dziś przyjmie. Recepcjonistka z uśmiecham na ustach powiedziała, że mam szczęście i dziś ma mało pracy i przyjmie mnie nawet za chwilę. Czy ja wiem czy to takie szczęście...
Usiedliśmy pod wskazaną salą i czekaliśmy nadejdzie moja kolej. Przede mną była jedna osoba i ktoś, kto był już w gabinecie. Jakaś para wyszła z sali. Kobieta była w ciąży, około 7 miesiąc. Była mega szczęśliwa, a jej partner jeszcze bardziej. Weszła kolejna osoba. Czekaliśmy jakieś 10 minut i wyszła zapłakana. Usiadła na podłodze koło drzwi do gabinetu i krztusiła się własnymi łzami. Było mi jej szkoda, bo o była młoda dziewczyna. odeszłam do niej i zapytałam dlaczego płacze. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na mnie smutnymi oczami.
- Byłam w ciąży, ale poroniłam, bo miałam wypadek samochodowy. -powiedziała.
- Bardzo mi przykro. Rozumiem, ze to bardzo trudne, ale jesteś młodą dziewczyną i możesz mieć jeszcze dzieci. Współczuję ci w tego powodu, ale trzeba żyć dalej.-powiedziałam gładząc ją po plecach i spoglądając delikatnie na Nialla.
- Masz rację. Dziękuje.- powiedziała dziewczyna, wstała i mnie przytuliła.
Wzięłam głęboki oddech i weszłam do gabinetu, Niall został na korytarzu.
- Dzień dobry.- powiedziałam nie pewnie.
- Witam. Słucham, o co chodzi?- powiedział ginekolog z uśmiechem.
- Zrobiłam sobie test ciążowy i wyszedł pozytywny, dzień wcześniej wymiotowałam bez powodu. To może być ciąża?- odpowiedziałam nie pewnie.
- Połóż się na kozetkę zaraz sprawdzimy czy coś widać.- oznajmił lekarz wskazując mi ową kozetkę.
Zrobiłam jak kazał. Podniosłam bluzkę do góry a on (bo to był mężczyzna) posmarował mi brzuch taką lodowatą maścią. Przyłożył mi to coś do brzucha i zaczął "jeździć" tym po moim brzuszku. Patrzyłam na ekranik, kiedy ginekolog powiedział:
- O jest! Widzisz to?- wskazał palcem na plamkę na obrazie.
- Tak.- odpowiedziałam.
- To będzie twoje dziecko. Gratuluję!- powiedział.
Byłam przerażona, ale i szczęśliwa. Zeszłam z kozetki, wytarłam, brzuch i podziękowałam za pomoc. Kiedy wyszłam z gabinetu zobaczyłam Nialla rozmawiającego przez telefon. Rozłączył się i powiedział:
- Masz ochotę jechać do Harrego na grilla?- zapytał. To była idealna okazja by powiedziać mu, ze noszę jego dziecko.
- Tak, pewnie.- odpowiedziałam.
~~~~ PÓŹNIEJ (koło 17)~~~~
Byłam już gotowa na grilla. przebrałam się w to
A Niall w to
Jechaliśmy dość krótko. Weszliśmy na podwórze a ja zaczęłam układać sobie w głowie, jak mam powiedzieć Harremu, ze jestem w ciąży.
Przywitałam się ze wszystkimi i podeszłam do Harrego i powiedziałam mu że musimy pogadać. Poszliśmy do salonu i zaczęłam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























